Miałem dylemat, całować, czy nie całować…

Taką królewnę w nie swojej skórze zauważyłem na brzegu stawu. Wyszła na spacer w swoim nowym nakryciu głowy.

Miałem dylemat, całować, czy nie całować…

Taką królewnę w nie swojej skórze zauważyłem na brzegu stawu. Wyszła na spacer w swoim nowym nakryciu głowy.

Dawno nie było mojej sfory. Nic się nie zmieniło, Azor i Matylda nadal się unikają, choć najczęściej bacznie śledzą, co robi ten drugi…


Kiedy wracałem z porannego spacerku, o którym pisałem wczoraj, dokładnie w miejscu, gdzie chwilę wcześniej obserwowałem wschód słońca stała sobie sarenka z koziołkiem.


Przed pójściem do dentysty MaTyLDa ćwiczy otwieranie pyszczka 😉

Pojawił się w sobotę, skądś przyszedł razem z MaTyLDą. To znaczy biegł za nią, a ona na niego fuczała 😉 Nakarmiłem, a że darł się wniebogłosy zamknąłem w domu. Następnego dnia szukałem właściciela, ale nikt się nie przyznał. Zanosi się więc na to, że zostanie przygarnięty 😉
A imię jego będzie AZoR.


Komentarz chyba zbędny, a w roli głównej rzecz jasna MaTyLDa 😉

Jednego takiego trzymam nawet w domu 😉

Ja ich, czy one mnie 😉 Spacerkuję sobie w najlepsze podziwiając okoliczne lasy, pola, łąki i inne, a tu nagle przede mną kilka sarenek pasie się w najlepsze. Wykonałem podświadomie komendę padnij i udało się, nie wyczuły mnie… przez dobrych kilka minut, ale kiedy po zrobieniu kilku fotek spróbowałem podkraść się bliżej dały chodu w podskokach 😉



Nic nie wskazuje na to, że Matylda chociaż troszkę zmądrzeje. Przeciwnie – jest coraz gorzej… 😉

Wczoraj wybrałem się na spacerek z nadzieją na jakoweś makrowe fotki, a tu mi spod nóg hyc, zajączek wyleciał. I co? Uciekł raptem parę kroków i zaczął się w najlepsze paść 😉 Czym prędzej ściągnąłem z aparatu oprzyrządowanie do makro i pstryk, pstryk. Nic sobie nie robił z mojej obecności, i pasł się w najlepsze 😉
