Jest błotko, jest zabawa! Liczyłem na piękny zachód słońca. Wyszedłem na górkę, a tam sporo chmur i tylko odrobina koloru na niebie. Ale było błoto i ono uratowało plener. I gumiaki.

Jest błotko, jest zabawa! Liczyłem na piękny zachód słońca. Wyszedłem na górkę, a tam sporo chmur i tylko odrobina koloru na niebie. Ale było błoto i ono uratowało plener. I gumiaki.

Kiedy jeszcze nie jest zielono, ale temperatura jak najbardziej wiosenna, to kolorów szukam na niebie. I w wodzie.



Minęło 49 dni, kiedy ostatni raz miałem taki warun. Dokładnie w Sylwestra, a teraz w ubiegłą niedzielę wieczorem. Jak dobrze, że pojechałem na żwirownię. W tym miejscu, z tym niepozornym wężem do odciągu piasku położonym na pływających bojach, zachód słońca prezentował się wyjątkowo pięknie.
Wyglądał pięknie i trwał bardzo długo, a kolory ciągle się zmieniały. Te najpiekniejsze oczywiście już po zachodzie słońca.



Dzięki takim chwilom jakoś mogę przetrwać ten czas. Czas ni to zimy, ni to przedwiośnia. Fajnie, że dzień jest już dłuższy i po powroci z pracy można jeszcze trochę łyknąć dziennego światła.

Pola są o tej porze roku nieatrakcyjne. Zwłaszcza w dni bez słońca, w dni z deszczem. Ale kiedy już się zdarzy, że sie nieco przejaśni, że słońce uraczy nas swoim widokiem, wszystko się zmienia. Wypatruje takich chwil i gdy tylko mam możliwość, a pogoda jest łaskawa, ruszam w teren.

Jak się aktywnie spędza czas, to w moim wieku trzeba się liczyć z kontuzjami. Z taką właśnie się borykam od jakiegoś czasu, ale w sobotę nie wytrzymałem i wskoczyłem na rower, żeby choć chwilę pojeździć. W najcieplejszym momencie dnia było 13°C na plusie i większość dnia świeciło słońce, więc musiałem to wykorzystać.
Wybrałem się późnym popołudniem, aby złapać może jakiś zachód słońca, bo dawno nie fotografowałem. Może szału na niebie nie było, ale w ulubionych miejscówkach zazwyczaj można liczyć na udany kadr.

Lubię spędzać czas w ruchu. Jeśli chwilowo nie rower, to spacery. Po ośmiu godzinach spędzanych codziennie na dupie w pracy muszę rozprostować kości. Lubię chodzić i fotografować przy okazji. Coraz niechętniej siedam później do nich do komputera.
Motywuje mnie jeszcze to prowadzenie bloga, a robię to już ponad trzynaście lat. Mam nadzieję, że choć trochę motywuję Was do ruchu na świezym powietrzu oraz baczniejszego zwracania uwagi na piękno natury.



Jest już sporo po zachodzie słońca. Na niebie resztki kolorów. Na ziemi rozlewiska po roztopach i opadach. Te były już jakiś czas temu, ale tyle wody nie da rady wsiąknąć w ziemię. Mocny wiatr nie ułatwia zadania. Statyw nie może ustać, a co dopiero nie drgnąć, aby zrobić zdjęcie.
Próbuję raz, drugi trzeci, w końcu trafiłem na kilka sekund słabszego wiatru. Zimne kolory niebieskiej godziny dają fotce nieco klimatu i może nawet grozy.

Takie krótkie chwile ze słońcem to oczywiście ostatnio rzadkość. Poza tym brak śniegu i błoto. Ale ja na każdą możliwośc wyjścia w teren czekam cierpliwie i czasami natura podaruje mi odrobinę tak pięknych widoków jak poniżej.

Lubię znajdywać ciekawe miejsca, gdzie można złapać wschodzące lub zachodzące słońce. Notuję je skrzętnie i potem cierpliwie oczekuję na odpowiedni dzień i pogodę. Te dwa drzewa na małym wzniesieniu widać z różnych stron świata. Można tam łapać i słońce i księżyc tuż nad horyzontem.
Odpowiednio długa ogniskowa oraz związana z tym perspektywa pozwalają na uzyskanie takiego efektu jak poniżej.
