Dzięki takim chwilom jakoś mogę przetrwać ten czas. Czas ni to zimy, ni to przedwiośnia. Fajnie, że dzień jest już dłuższy i po powroci z pracy można jeszcze trochę łyknąć dziennego światła.

Dzięki takim chwilom jakoś mogę przetrwać ten czas. Czas ni to zimy, ni to przedwiośnia. Fajnie, że dzień jest już dłuższy i po powroci z pracy można jeszcze trochę łyknąć dziennego światła.

Pola są o tej porze roku nieatrakcyjne. Zwłaszcza w dni bez słońca, w dni z deszczem. Ale kiedy już się zdarzy, że sie nieco przejaśni, że słońce uraczy nas swoim widokiem, wszystko się zmienia. Wypatruje takich chwil i gdy tylko mam możliwość, a pogoda jest łaskawa, ruszam w teren.

Jak się aktywnie spędza czas, to w moim wieku trzeba się liczyć z kontuzjami. Z taką właśnie się borykam od jakiegoś czasu, ale w sobotę nie wytrzymałem i wskoczyłem na rower, żeby choć chwilę pojeździć. W najcieplejszym momencie dnia było 13°C na plusie i większość dnia świeciło słońce, więc musiałem to wykorzystać.
Wybrałem się późnym popołudniem, aby złapać może jakiś zachód słońca, bo dawno nie fotografowałem. Może szału na niebie nie było, ale w ulubionych miejscówkach zazwyczaj można liczyć na udany kadr.

Lubię spędzać czas w ruchu. Jeśli chwilowo nie rower, to spacery. Po ośmiu godzinach spędzanych codziennie na dupie w pracy muszę rozprostować kości. Lubię chodzić i fotografować przy okazji. Coraz niechętniej siedam później do nich do komputera.
Motywuje mnie jeszcze to prowadzenie bloga, a robię to już ponad trzynaście lat. Mam nadzieję, że choć trochę motywuję Was do ruchu na świezym powietrzu oraz baczniejszego zwracania uwagi na piękno natury.



Jest już sporo po zachodzie słońca. Na niebie resztki kolorów. Na ziemi rozlewiska po roztopach i opadach. Te były już jakiś czas temu, ale tyle wody nie da rady wsiąknąć w ziemię. Mocny wiatr nie ułatwia zadania. Statyw nie może ustać, a co dopiero nie drgnąć, aby zrobić zdjęcie.
Próbuję raz, drugi trzeci, w końcu trafiłem na kilka sekund słabszego wiatru. Zimne kolory niebieskiej godziny dają fotce nieco klimatu i może nawet grozy.

Takie krótkie chwile ze słońcem to oczywiście ostatnio rzadkość. Poza tym brak śniegu i błoto. Ale ja na każdą możliwośc wyjścia w teren czekam cierpliwie i czasami natura podaruje mi odrobinę tak pięknych widoków jak poniżej.

Lubię znajdywać ciekawe miejsca, gdzie można złapać wschodzące lub zachodzące słońce. Notuję je skrzętnie i potem cierpliwie oczekuję na odpowiedni dzień i pogodę. Te dwa drzewa na małym wzniesieniu widać z różnych stron świata. Można tam łapać i słońce i księżyc tuż nad horyzontem.
Odpowiednio długa ogniskowa oraz związana z tym perspektywa pozwalają na uzyskanie takiego efektu jak poniżej.

W jeden z ostatnich listopadowych wieczorów miałem zacne towarzystwo podczas zachodu słońca. Oprócz mnie podziwiał je również koziołek. Romantyk, który mimo zrzucenia swojego atrybutu, czyli poroża, dumnie stał zapatrzony w niebo na jednym ze wzniesień, nie przejmując się moim bliskim towarzystwem. Musiał wyczuć pokrewną duszę 🙂

To był długo wyczekiwany przeze mnie wieczór. Wieczór z odrobiną czystego nieba i z kolorami na niebie. Z ładnym światłem, w miarę ciepły i bezwietrzny.
Wierzby ze zdjęcia pokazywałem tu wiele razy. To najdłużej fotografowana przeze mnie miejscówka. Zaglądam tam od 2005 roku, więc już 18 lat. A same wierzby mają pewnie z kilka razy tyle lat.
Znajdują sie one w dolinie i to właśnie późną jesienią i zimą słońce zachodzi tak, że można je uchwycić z kolorami wieczornego nieba.

Tak, to listopad. Początek listopada, który obfitował w takie piekne zachody słońca. Wtedy wydawało się, że tak będzie trwało wiecznie. Że ta piękna jesień nie prędko się skończy. Teraz własnie nastała ta gorsza jesień. Zimna, wietrzna i mokra. Ale do wiosennago marca już tak bliziutko, niespełna cztery miesiące 😉



