Tylko czerwień

Niedziela rano. Nie mogłoby być inaczej — skoro dzień wolny od pracy, to wiadomo, że nie wyleguję się w łóżku. Co prawda jeszcze wczoraj byłem wykończony po porannych fotospacerach, rowerowej wyprawie i kilometrach biegania, ale po ośmiu godzinach snu obudziłem się jak nowo narodzony. Wystarczyło wrzucić coś na ruszt, wyciągnąć rower i ruszyć w drogę.

Czułem, że przy tak wietrznej pogodzie, jeśli tylko chmury trochę się rozstąpią i pozwolą słońcu się podświetlić, to nie ma innej opcji niż czerwony wschód. I się nie zawiodłem! W takich okolicznościach jechało się naprawdę przyjemnie. No, przynajmniej na początku, bo potem zrobiło się ponuro. Ale co tam — nadal fajnie się jechało.

Ostatni dzień października

Całą drogę było pochmurno, ale łut szczęścia sprawił, że rozchmurzyło się dokładnie wtedy, gdy dotarłem na tę miejscówkę. Rozległy widok na nasze, może niezbyt wysokie, ale malownicze pagórki i doliny wyglądały bajecznie. Kolory nabrały głębi dzięki niskiemu, porannemu światłu słońca. Chwilę wcześniej pokrapywał deszczyk, dlatego na jednym ze zdjęć udało się uchwycić delikatną tęczę.

Kolejna przejażdżka, która na długo pozostanie w pamięci – właśnie za te niezwykłe, jesienne krajobrazy. A jutro wkraczamy w kolejny miesiąc, listopad. Jaki będzie? Pogodny? Mokry? Deszczowy, czy suchy? Pewnie wszystkiego po trochu.

Jeszcze nie

Jak widać po zdjęciach, jesień niby nadchodzi, ale robi to powoli, swoim tempem, bez pośpiechu. Temperatury już typowo jesienne, ale liście wciąż trzymają się dzielnie na drzewach. Kolory zaczynają się zmieniać, owszem, lecz bardzo powolutku – jakby natura jeszcze nie była gotowa na pożegnanie lata.

Tu żółty listek, tam lekko czerwony klon, a obok jeszcze całkiem zielony dąb. Światło też już inne, miękkie i ciepłe, idealne do fotografii. Taka pora, że człowiek jedzie powoli, częściej się zatrzymuje i po prostu chłonie te zmiany, które dzieją się na jego oczach.

Może i zimno

Może i zimno, ale przynajmniej nie wieje zbyt mocno. W takich warunkach rowerowa przejażdżka może być naprawdę przyjemna, a przy okazji da się złapać całkiem fajne zdjęcie.

Pod jednym warunkiem – ubiór na cebulkę, bo inaczej nie da rady. Zwłaszcza gdy człowiek raz jedzie, a za chwilę zeskakuje z roweru, żeby zrobić kolejne ujęcie. No i wtedy każdy postój kończy się szybkim przypomnieniem, że jesień to już nie lato.

On tak lubi

No nic na to nie poradzę, że mój czerwony rower lubi się fotografować. Ma zupełnie odwrotnie niż jego właściciel i reszta rodziny. A mieć zdjęcie pod moimi akacjami to dla niego prawdziwy zaszczyt i splendor.

Będąc kilka dni temu na przejażdżce, zajrzałem tam z ciekawości, bo dawno mnie tam nie było. I zapewniam – nic się nie zmieniło. Nadal jest przepięknie, zwłaszcza w jesienny, późny wieczór, kiedy światło robi się miękkie, a wszystko nabiera ciepłego, złotego odcienia.

Nie przegapmy

Dwa stopnie na plusie? Tak właśnie było dziś wcześnie rano. Szyby w aucie trzeba było już skrobać, więc przy gruncie temperatura pewnie spadła poniżej zera. Jesień nadchodzi szybkimi krokami i warto uważać, żeby nie umknęła nam w natłoku codziennych obowiązków. Dobrze znaleźć też chwilę na spacer po jesiennym lesie i moment spokoju na kontemplację tej niby smutnej, a jednak kolorowej pory roku.

Sztuczny twór

Dzisiaj jeszcze jedno spojrzenie na zbiornik wodny w środku lasu z urokliwą wysepką. Miejscówka całkiem nowa – to jezioro powstało zaledwie rok lub dwa lata temu. Wcześniej go tam nie było, serio.

To sztuczny twór, ale z każdym miesiącem staje się coraz piękniejszy. Wyłożone kamieniem brzegi, porośnięte zielenią, okolica regularnie koszona – naprawdę fajnie tam jest. A o poranku to prawdziwa bajka. Nie ma opcji, żebym tam nie zajrzał, będąc w okolicy.

Śródleśny staw „Jeziórko”

Śródleśny staw “Jeziórko” – ciekawe, kto wymyślił taką nazwę. Mniejsza z tym – to naprawdę urokliwe miejsce na trasie moich rowerowych wypraw. Kiedy zajechałem tam kilka dni temu, okazało się, że staw jest całkowicie wyschnięty. Na środku została tylko odrobina błotka.

Mimo to miejscówka wciąż zachowuje swój urok i chętnie zatrzymuję się tu na chwilę wytchnienia. Warto zabrać aparat – nawet wyschnięty staw potrafi zaskoczyć grą światła, odbiciami drzew i drobnymi detalami, które tworzą prawdziwie malarski pejzaż. Kilka ujęć złotego światła nad taflą błotka, mgiełki unoszącej się nad wodą czy drzew w tle sprawia, że miejsce wygląda jak z innego świata.

To chwilowe

To na pewno tylko chwilowe załamanie pogody. Przez kilka dni było naprawdę pięknie, ale wierzę, że słońce i ciepło szybko do nas wrócą. Dokładnie takie, jak na moich zdjęciach – niby jesienne, a w odczuciu przyjemne ciepełko, i to nawet wcześnie rano. Jechało się miło po dobrze znanych miejscówkach, a nad wodą klimat był wręcz bajkowy.

Na zdjęciu udało mi się uchwycić właśnie taki poranek – delikatna mgiełka unosząca się nad wodą, złote światło wschodzącego słońca i odbicia drzew w tafli stawu. Całość wyglądała jak wyjęta z baśni, a natura po raz kolejny udowodniła, że potrafi zaskoczyć malarskim pejzażem.