Niby szaruga

Taka zima, gdzie jest i chwilkę śnieg, ale jest i sporo dni z dodatnią temperaturą mnie jak najbardziej odpowiada. Kiedy leży śnieg, poświęcam czas na fotograficzne spacery, a kiedy jest na plusie, mogę wsiąść na rower i wtedy również mogę przy okazji pofotografować.

Pod koniec grudnia było kilka naprawdę ciepłych jak na tę porę roku dni, więc mogłem wybrać się na dłuższe wycieczki rowerowe. Towarzyszył mi oczywiście aparat i choć tematów do zdjęć w taką szarugę nie ma zbyt wiele, zawsze coś tam się znajdzie.

Cisza i spokój

Sylwestrowy poranek na długo pozostanie w mojej pamięci. Po kilku tygodniach posuchy fotograficznej w końcu trafiłem na piękny poranek.

Najpierw, jeszcze przed wschodem słońca obfotografowałem niepozorną sadzawkę (o tym już wkrótce), by później pojechać na żwirownię i tam uchwycić ciepłe już barwy złotej godziny.

Od kilku tygodni wieje u mnie niewąsko, a wczoraj było cichutko i spokojnie. Widać to zresztą doskonale na poniższym zdjęciu. To dla takiego spokoju wstaję rano i wybywam tam, gdzie nie ma żywego ducha.

Brak tematów

Zimą cieszy każda, choćby krótka chwila ze słońcem. A jeśli trafi się wschód lub zachód z pięknymi kolorami, to już szczyt marzeń. Ale z drugiej strony, gdyby codziennie przez cały rok niebo było bezchmurne i śweciło słońce, pewnie wczesniej czy później by nam sie to znudziło.

Mnie by to z pewnością nie odpowiadało. Owszem lubię ciepło, ale brak dynamiki w pogodzie oznaczałby dla mnie brak tematów do fotografowania…

Śnieg skrzypiał

Po śniegu zostało wspomnienie. Ja tak, jak cieszyłem się ze śniegu, tak teraz cieszę się, że się stopił, bo mogę jeździć rowerem. Nie będę miał nic przeciwko, jeśli spadnie znowu. Taki mamy klimat, że wszystko może się zdarzyć w grudniu.

Dziś wspominam końcówkę śnieżnego epizodu, kiedy na krótkie chwile wyszło słońce, a ja mogłem pospacerować po skrzypiącym na mrozie śniegu.

Jak się nie ma co się lubi

Dni takie krótkie, a jak przychodzi weekend, to brak ładnych wschodów i zachodów słońca. Zatem, kiedy tylko coś się rano szykuje, ja biorę aparat do auta i przynajmniej w drodze do pracy staram się coś złapać.

Poniżej jeden z tych grudniowych wschodów, kiedy słońce próbowało mało skutecznie przebić się przez chmury, a jedynie zabarwiło niebo dalikatnym kolorem. Wiadomo, że wolałbym być wtedy w plenerze, ale jak się nie ma co się lubi….

Chmury przerzedzone

Na początku mojej przygody z aparatem internet nie był zbyt popularny. Oglądając zdjęcia na forach fotograficznych marzyłem, aby też robić piękne zdjęcia. Minęło sporo czasu, zanim łyknąłem tego bakcyla na sto procent. Wiedziałem, że aby robić piękne zdjęcia najważniejsze jest dobre światło. A to występuje o świcie i zmroku.

Z czasem przekonałem się, że również za dnia można trafić na wybitne warunki do fotografowania. Nierzadko ciekawsze niż o wschodzie czy zachodzie. Jest to oczywiście trudniejsze, ale daje dużo satysfakcji.

W sobotę wyspany, wyszedłem w teren prawie trzy godziny po wschodzie słońca i trafiłem na takie właśnie warunki – przerzedzone chmury i niesamowita mgła nad łąkami. Długi spacer tonąc w śniegu to najlepsze, co mogło mi się przytrafić tego dnia.