Żeby nie zardzewiał

Zmrok przychodzi tak szybko. Wychodzę z pracy to jest już ciemno. Nie ma się jednak co załamywać, bo tak jak można jeździć rowerem po ciemku, bo przecież są lampki, tak i można fotografować po ciemku, bo przecież jest długi czas naświetlania.

Zatem, gdy tylko pogoda sprzyja i mam ochotę to fotografuję również po zmroku. Nie ma innego wyjścia, jeśli się nie chce, aby aparat zardzewiał 😉

Wyżowy wieczór

Lato to dzień w dzień bezchmurne niebo, albo zasnute całkowicie chmurami podczas burz. Jesień daje nam przeplatankę i to lubię. Pogoda może przynieść papierowe, nijakie niebo, ale jest też spora szansa na szałowe kolory podczas częściowych rozpogodzeń.

I tak właśnie było podczas jednego z prwie bezwierznych, wyżowych listopadowych zachodów słońca.

Mimo piątku

Piątkowy poranek był wyjątkowy. Wyjeżdżając długo przed świtem do pracy już widziałem na niebie pierwsze oznaki cudownego wschodu słońca. Później było tylko piękniej. Niestety mogłem jedynie fotografować z fotela samochodu, bo przecież człowiek wstaje w ostatniej chwili i zawsze się spieszy.

A widok był naprawdę fascynujący. Na ile pozwoliła szybka jazda (pierwsza żona ma ciężką nogę 🙂 ) zrobiłem kilka pamiątkowych fotek. Taki widok w trasie do pracy sprawia, że nawet mimo piątku chce się pracować! Serio 😉

Ciągle stoją

Zawsze kiedy przejeżdżam w okolicy rowerem, staram się dołożyć te kilka kilometrów i odwiedzić akacje. W tym roku już znacznie rzadziej, ale ciągle je fotografuję. Za każdym razem, gdy wyjeżdżam zza drzew patrzę w tym kierunku z pewnym niepokojem. Czy one dalej tam stoją, czy nie uschły, czy ktoś ich nie wyciął.

Niedługo minie siedem lat od kiedy tam jeżdżę. One na szczęście ciągle stoją i mają się nienajgorze jak na swój wiek. Dodam tylk jako ciekawostkę, że poniższe zdjęcia, również to z kwitnącą gorczycą jest z listopada 😉