Mgła, śnieg, szadź, lekki mróz i ta cisza. Żadnych dźwięków. Tylko skrzypienie śniegu pod butami.




Mgła, śnieg, szadź, lekki mróz i ta cisza. Żadnych dźwięków. Tylko skrzypienie śniegu pod butami.




Dlaczego z niektórych bukowych gałązek nie opadają przez zimą liście? Nie mam pojęcia, ale są fajną ozdobą lasu.




Pisałem chyba już, że często podczas fotografowania uwijam się jak mucha w ukropie. Te najlepsze warunki zwykle nie trwają długo, więc robię wszystko, aby powstało dużo zdjęć. Kombinuję różne kadry i pod różnym kątem.
Podobnie fotografując z roweru, nie czekam na miejscówce na idealne światło, ale kiedy warunki stają się najlepsze, szukam pośpiesznie kadru.
A poniżej kilka zdjęć z takiego kręcenia się dookoła w ubiegły piątek.




W piątek rano wahałem się, czy w ogóle ruszać się z domu, bo za oknem było pochmurnie, szaro i ponuro. Wsiadłem jednak w auto i po chwili okazało się, że dziesięć kilometrów dalej i sto pięćdziesiąt metrów wyżej, krajobraz jest zupełnie inny. Do tego od czasu do czasu prześwituje słońce, malując na niebie okazałą, intensywną białą mglistą tęczę.



To było jeszcze przed świętami, tydzień temu w niedzielę. Obudziłem się wcześnie. Cały tydzień wstawania przed szóstą mnie do tego przyzwyczaił. Rzut oka przez okno i zakiełkowała mi w głowie myśl, że może być piękny wschód słońca.
Temperatura w okolicy zera, ale wiatr wiał, nie przesadzając z trzydzieści kilometrów na godzinę. W każdym razie kilka razy chciał mi przewrócić statyw. Tego ranka szybciutko zrobiłem swoje i uciekłem czym prędzej do domowego ciepełka.




Wydawało mi się, że niebo jest bezchmurne, ale to dlatego, że mieszkam w dolinie. Kiedy wyjechałem na wzniesienie, okazało się, że nad południowo zachodnim horyzontem wisi całkiem widowiskowa chmura. Widowiskowa w tych barwach zachodzącego słońca.



Aj, takie poranki to miód na moje oczy. Te chłodne barwy adekwatne do mroźnej aury. Może nie aż tak bardzo mroźnej, bo wciąż było na plusie, choć to już grudzień.



Różowo pomarańćzowe wstęgi na niebie? A owszem, takie cuda oglądałem w ubiegłą sobotę i już nie mogę się doczekać jutra i niedzieli. Może znowu uda się złapać jakieś fajne widoki. Zamiast pospać po całym tygodniu, jak trzeba będzie, zerwę się o świcie.

Trafiło się raz i mam co wspominać cały tydzień. Bo takie cudowne wschody słońca nie trafiają się zbyt często. A w zimie, to już całkiem rzadko.



Na nizinach śnieg się nie utrzymywał długo. Ale kiedy wyjechałem na wzniesienia, tam w lesie było biało. Znaczy się tylko troszkę było poprószone białym puchem, ale jakoś zawsze człowiek się ekscytuje pierwszymi zimowymi widokami…



