Krzywe drzewa. Krzywe, ale jakże fotogeniczne. Zboczyłem z trasy w niezbadane do tej pory tereny, a tam takie fajne dwa drzewa. A że pora była wieczorowa, to i na zdjęciach prezentują się elegancko.



Krzywe drzewa. Krzywe, ale jakże fotogeniczne. Zboczyłem z trasy w niezbadane do tej pory tereny, a tam takie fajne dwa drzewa. A że pora była wieczorowa, to i na zdjęciach prezentują się elegancko.



Życzę sobie i wszystkim, aby taka piękna pogoda trwała przez kolejne tygodnie. Może być zimno, ale niech świeci słońce, a śnieg to poprosimy dopiero w styczniu i tylko w górach. Z wiekiem coraz mniej lubię zimę i nic na to nie poradzę.




Chciałem jeden rowerowy wypad poświęcić w całości na las. Na leśne szutrowe drogi, ale też na te ledwo widoczne, ale przejezdne ścieżki. Tego dnia było w miarę ciepło, więc mogłem tak się włóczyć niespiesznie, raz po raz się zatrzymując, robiąc fotki, czy zwyczajnie postać i popodziwiać piękne jesienne kolory.




Czasami jeszcze udaje mi się trafić w miejsca, gdzie jeszcze rowerem nie jechałem. Tak właśnie stało się kilka dni temu, kiedy to trafiłem na tę brzozową alejkę. No prze fajnie to wyglądało. Podobnie jak brzozowe wybrzeże jeziorka.




Pogoda nas rozpieszcza, a to ostatni tydzień przed zmianą czasu. W listopadzie po powrocie z pracy będzie już prawie ciemno i pozostanie mi nocna jazda rowerem. Dlatego korzystam, ile mogę i praktycznie codziennie włóczę się po okolicy, szukając tych pięknych kolorów jesieni.




A jeżdżę sobie tak po okolicy i szukam drzew najładniej przebarwionych. Nie jest to łatwe, ale od czasu do czasu trafię w miejsca, w których naprawdę czuć jesień.




Każdy wyjazd na rower, choćby krótki, ale owocny w jakiekolwiek zdjęcia bardzo mnie cieszy. Tak też było jednego z ostatnich wieczorów, kiedy niebo postanowiło mnie nagrodzić za moją determinację pięknym spektaklem.




Wjechałem do tego lasu i pierwsza myśl, że coś przespałem. Kiedy się pojawiły te kolory?!? Zaraz jednak przypomniałem sobie, że przecież nie wszędzie tak jest, a ten zakątek był wyjątkowy. Z niecierpliwieniem czekam na lepszą pogodę, wsiadam na rower i uderzam na poszukiwania podobnych miejsc w moich okolicznych lasach.




Mimo że jesień w pełni nie jest tak łatwo znaleźć jesienny kadr idealny. Chociaż wiele i jeżdżę rowerem i spaceruję po okolicy, to ten kadr (zdjęcie pierwsze) uważam za najciekawszy, jaki zrobiłem w październiku. To drzewo znajduje się w parku w Wiśniowej, skąd pochodzą również kolejne zdjęcia.




O 6:15 musiałem kadrować po omacku, bo nic jeszcze nie było widać. Wtedy powstały dwa pierwsze zdjęcia. Uwielbiam ten moment, kiedy nie widzę co fotografuję, a po długim naświetlaniu na ekraniku aparatu pokazuje się obraz wyglądający, jakby był robiony w środku dnia. Tylko kolory zdradzają porę. Są niepowtarzalne i nie do podrobienia.
Kolejne dwie fotki powstały również przed wschodem słońca, ale nieco później. Wszystko to w sobotni poranek, kiedy to w końcu zabrałem na spacer swoją lustrzankę.



