Czasami wybieram się na spacer nie zabierając obiektywu do robaczków, wtedy spaceruję z głową podniesioną do góry (a nie w trawie) i zauważam takie oto okoliczności przyrody 😉




Czasami wybieram się na spacer nie zabierając obiektywu do robaczków, wtedy spaceruję z głową podniesioną do góry (a nie w trawie) i zauważam takie oto okoliczności przyrody 😉




Przez ostatni tydzień było raczej pochmurno i ponuro, dlatego brzydkiej pogodzie już dziękujemy! Słońce, to nas interesuje.



Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam brzozy (Betula L.). W samym ogrodzie rośnie ich u mnie około trzydziestu sztuk. Od dużych, które mają z ćwierć wieku do malutkich, które sadziłem rok temu.
Chodząc na makrołowy zazwyczaj przechodzę przez brzozowy zagajnik, a ostatnio trafiłem na fajne światło.


Do mnie wiosna przyszła już w niedzielę, kiedy to chmury jak nożyczkami odciął, w ciągu niewiele ponad godziny odsłoniły niebo. I potem już prawie codziennie świeciło słońce, aż do dzisiaj rana…



W weekend pogoda była pod psem. Co prawda nie padało, ale niebo było zasnute chmurami. Dlatego, kiedy późnym popołudniem zaczęło się przejaśniać, czym prędzej ubrałem trampki, wziąłem pod pachę aparat i ruszyłem na spacer. Nagrodą było podziwianie różowego nieba.

Dookoła mnóstwo śniegu, a kiedy przed prawie dwoma tygodniami śnieg prawie zniknął, wydawało nam się, że tej zimy już go więcej nie będzie….


Coś mi się wydaje, że ktoś wykrakał, że i do mnie przyjdzie śnieg 😛
Przypomnijmy sobie tymczasem pogodne dni z poprzedniego tygodnia.


W piątek dopadało świeżego śniegu. Żywię szczerą nadzieję, że to już ostatnie podrygi zimy….
Podczas wczorajszego spaceru dosłownie na kilka chwil słońce próbowało przebić się przez chmury. Udało mi się uchwycić ten moment…



Kilka kolejnych fotek z sobotniego spacerku po lesie…




Tylko i wyłącznie dla takich bajkowych widoków uwielbiam zimę…



