Nie potrafię określić, czy to obryzg (Polydrusus), czy naliściak (Phyllobius), ale doskonale pamiętam, że obryzgi mają kanaliki koło czułków (nawiasem mówiąc Ktoś tu znów powinien być ze mnie dumny) ;). Obstawiam, że ten tu nie ma i jest naliściakiem…
Dotąd spotkałem może jednego, lub dwa bzygi. Tym większa była moja radocha, gdy zobaczyłem gnojkę (Eristalis). Najpierw latała jak szalona dookoła mnie, na chwilę przysiadała, to znów podlatywała. Nawet nie próbowałem się do niej przymierzać. Naraz przysiadła na dłużej i zaczęła czyścić skrzydełka. Grzeczna gnojka 😉
Idąc leśną dróżką i bacznie rozglądając się za owadami, coś wielkiego i czerwonego mignęło mi między liśćmi małej rośliny. Okazało się, że to ogromne chrząszczysko, a moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy okazało się, że chodzi po nim kilkanaście roztoczy, brrrr….. aż mnie ciarki przeszły, ale zachowałem zimną krew i udało mi się zrobić kilka zdjęć 😉
Z pewną nieśmiałością informuję, że w pobliskim Domu Kultury niejaki Witold Ochał ma wystawę swoich wypocin 😉
W piątek odbył się wernisaż, na który udało mu się zmusić do przybycia rodzinę i znajomych. Swoją obecnością zaszczyciło wystawę nawet kilku oficjeli.
Na kilku płotach i słupach zawisł taki oto plakat. Obyło się bez bilbordów…
Zdjęcia zostały wyeksponowane w ogromnych antyramach, czym zajęła się pani Elżbieta, za co bardzo wielkie dzięki. Nie obyło się bez strat, jedna antyrama rozprysła się w drobny mak, na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach. Ucierpiało tylko jedno zdjęcie…
Aż takich pustek jak na zdjęciach to nie było, czego w sumie autor w sumie żałował, bo zżerał go stres.
Ale nie zeżarł na szczęście. Nawet zdołał rozdać kilka autografów, choć ręce mu się roztrzęsły i pismo było koślawe…
AUTORSKA WYSTAWA FOTOGRAFII WITOLDA OCHAŁA W MIEJSKO – GMINNYM OŚRODKU KULTURY W SĘDZISZOWIE MAŁOPOLSKIM
Nie ma to jak rozpocząć sezon z grubej rury. Tego tłuściocha znalazłem jak ślamazarnie próbował wspiąć się z ziemi na liść. Cały czas się zataczał i sprawiał wrażenie otępiałego. Może dopiero co się obudził po zimie….
Jest oto i pierwsza w tym sezonie biedronka! Na dzień dobry, kiedy jeszcze ręka nie wyćwiczona, trafiła mi się taka dosyć ospała. Ale za to wiatr mocno wiał, więc na jedno wychodzi…
– Nie dość, że sam jestem malutki, to jeszcze jakiś motłoch wylazł mi na grzbiet i nie ma jak się ich pozbyć – skarżył się miniaturowy chrząszczyk (ok 5-6 mm) spacerujący po żonkilu.