Gdyby taką gąsienicę dobrze wytresować, mogła by sama pozamiatać całą kuchnię…


Gdyby taką gąsienicę dobrze wytresować, mogła by sama pozamiatać całą kuchnię…


Dosyć drastyczne zdjęcie, ale zdecydowałem się je pokazać, bo może ktoś z Was wyjaśni o co na nim chodzi…

– Niech mnie ktoś stąd ściągnie! – krzyczała mała gąsienica, która kurczowo trzymała się trawy. Wyszła na nią wysoko, a kiedy popatrzyła w dół, stwierdziła, że za żadne skarby nie da rady zawrócić.

Na gałązce brzozy spotkałem ich całe stadko, to znaczy prawie dziesięć sztuk. Wszystkie dorodne i włochate. A jedna z nich (ta z pierwszego zdjęcia) na mój widok dostała wytrzeszczu…



W czasie wojny na łące panuje powszechna mobilizacja. Schowany w śpiworze pomalowanym na moro i dodatkowo ozdobionym odstraszającymi kolcami, spoczywa motyl. Rano czeka go poważna misja. Zrzut napalmu na siedlisko biedronek azjatek.

– Jestem jeszcze młodziutka, więc mogę się trochę popaciać przy jedzeniu. Mamusia mi wyczyści pyśkę i znowu będę ładna.

– Żeby dorobić trochę, udaję tutaj kwiatka. Ale ciii… Nic nikomu nie mów, bo mogą mnie zwolnić. – zwierzyła mi się ta kudłata gąsienica.

Małe gąsienice ciągle oblegają mój krzak wikliny. Część ich zniknęła razem z listkami (zostały tylko żyłki). Na ich miejsce pojawiły się nowe.



Zawsze mnie ciekawiło, czy te kolce kłują, czy są miękkie jak włosy. Nigdy jednak nie odważyłem się tego sprawdzić.

No sami powiedzcie, piękne duże oczy, powieka pociągnięta czerwonym cieniem i te imponujące rzęsy…
To oczywiście tylko taki kamuflaż, prawdziwe oczka są tam poniżej 😉

