Najróżowszy poranek

Sobotni poranek był najróżowszym porankiem, jaki mi było dane ostatnimi czasy podziwiać. Zaczęło się grubo przed świtem, ale punkt kulminacyjny różu nastąpił ze dwadzieścia minut przed wschodem słońca.

Nie pojechałem daleko, fotografowałem praktycznie u siebie na podwórku. KIlka kilometrów samochodem, później kilkaset metrów na nogach. Ta urokliwa dolinka nieskalana cywilizacją wegłud mnie jest najpiękniejszym miejscem w moim powiecie.

Zbieranina księżycy

Pozwolę sobie pokazać jeszcze zbieraninę zdjęć Księżyca z okolic ostatniej pełni. Poświęciłem mu trzy wieczory. Raz był wyżej, raz niżej. Za każdym razem w innych okolicznościach przyrody. Za każdym razem tak samo hipnotyzujący. Jedno z najpiękniejszych zjawisk na niebie – wschodzący Księżyc. Gdy tylko mam możliwość uderzam w teren, aby to uwiecznić.

Wschód Księżyca | 29.09.2023

To był już trzeci dzień z rzędu kiedy fotografowałem Księżyc. Ale to tego dnia była najpełniejsza pełnia. I to tego dnia Księżyc zachodził dosłownie kilknaście minut po zajściu słońca. Jeśli dodać do tego idealną pogodę, mogło to zwiastować jedno – udane polowanie na wschodzący Księżyc.

Miejscówka przyszła mi do głowy całkiem niedawno, bo z prawie tego samego miejsca fotografowałem wschodzące za krzyżem słońce. Musiałem troszkę pobiegać po polach, aby zrobić te cztery różne kadry. Czasu było niewiele, bo Księżyc gnał w górę jak szalony. Do tego warunki zmieniały sie bardzo szybko, bo przecież robiło się coraz ciemniej i zmieniała się temperatura barwowa światła. Niemniej udało się i to bardzo cieszy.

Prostota i minimalizm

Niektóre zdjęcia są planowane i wyczekane, inne to całkowity spontan i przypadek. Po prostu znalazłem się w odpowiednim miejscu i czasie. No i miałem ze sobą aparat.

Nic takiego – widziałem z daleka człowieka w traktorze bronującego pole i drugiego zbierającego ostatnie ziemniaki po wykopkach. Jednak kiedy znalazłem się w miejscu, gdzie oni stali się tylko ciemnymi postaciami na tle wieczornego nieba już wiedziałem, że muszę sięgnąć po aparat i że fotki mimo swojej prostoty i minimalizmu będą jednymi z moich ulubionych w tym miesiącu.

Szczęśliwa rodzinka

Słońce jeszcze nie wzeszło. Było jeszcze dosyć ciemno. Gdzieś tam przede mną wydawało mi się, że zobaczyłem jakiś ruch. Z tej odległości nie widziałem, czy to jakiś ranny grzybiarz, czy może dzikie zwierzęta. Zamglenie w niczym nie pomagało.

Spróbowałem podejść jeszcze kilkadziesiąt metrów, zerknąłem przez teleobiektyw i tak – to był jeleń. Jeleń w towarzystwie łani i cielaka. Wyglądali jak szczęśliwa rodzinka na spacerze. Dziewczęta czmychnęły w las, a głowa rodziny dostojnie przespacerował przez drogę, zerknął jeszcze od niechcenia w moją stonę i podążył za nimi.

Motyw na niebie

Ponuro, ale ciepło. Być może znów uda się spotkać jelenie. A jeśli nawet nie, to spacer sam w sobie jest przyjemny. Zwłaszcza o poranku. Tym razem mimo zachmurzenia niebiosa otworzyły sie na tę krótką chwilę, kiedy słońce wzniosło się już nad horyzont, a chmury utworzyły fajny motyw na niebie.

Byle do brzasku

Tyle mgieł, co przez ostatni miesiąc nie widziałem przez ostatnie kilka lat, jak fotografuję. Umożliwił mi to oczywiście rower i determinacja, aby wstawać przed świtem, jechać długie kilometry w poszukiwaniu nowych miejscówek. I chociaż nie z każdego wyjazdu przywożę zdjęcia, to i tak zostaje mi satysfakcja z samej jazdy.

Najgorsze są pierwsze minuty jazdy. Kiedy jest zimno, ciemno miawam myśli, czy nie zawrócić do domu. Pierwsze kilometry pokonuję nie za chętnie. Na szczęście zawsze szybko mi to mija, zwłaszcza kiedy zobaczę brzask. Kiedy jeszcze jest ciemno, a już wiadomo, że lada chwila pojawią się kolory, słońce, zrobi się nieco cieplej.

Szczególny sentyment

Nieważne czy rowerem, czy na własnych nogach. Nieważne, czy po lesie czy po polach. Ja muszę być ciągle w ruchu. Nie usiedzę w domu. Mogę sobie na to pozwolić, aby dużo czasu poświęcać swoim zainteresowaniom. I póki mogę, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie zawsze tak będzie, bo i nie zawsze tak było, będę to robił jak najczęściej.

Poniżej kilka opwiastek z lasu. O sarnach, które ćwiczyły skoki przez rów, o żurawiach odlatujących do cieplejszych krajów. O zwykłej leśnej polanie, jakich wiele, skąpanej w świetle, jakie mamy tylko poranku. I o brzozach, których biel kory zawsze rzuca mi się w oczy i które darzę szczególnym sentymentem.

To co się kocha

Był czas, że mi się trochę czas poprzestwiał, szedłem spać z kurami, a o piątej byłem wyspany. Czemu by tego nie wykorzystać i przed pracą nie skoczyć na króciótki spacerek o wschodzie słońca.

Nigdy nie będzie mi za wiele tych pięknych widoków, kiedy budzi się dzień. Tej nutki niepewności co czeka mnie za chwilę, kiedy jeszcze jest ciemno. Czy niebo zapłonie kolorami, czy kolory będą raczej przygaszone. Ale to dla mnie nieistotne, najważniejsze aby miło spędzić czas na robieniu tego, co się kocha.

A tym razem dostałem od natury super nagrodę – oglądałem żółciutką kulę słońca wschodząca dokładnie za naszym krzyżem milenijnym.