Kapliczki

Kapliczki zawsze będą dla mnie jedym z ulubionych tematów fotograficznych. Wiedziałem, że jest ich dużo w mojej okolicy, ale dopiero kiedy zacząłem jeździć rowerem widzę, ile ich jest naprawdę.

Szczerze napiszę, że zwracam uwagę tylko na te wyjątkowe. Stare, wybudowane ze starannością dawno temu. Ale również te znajdujące się w wyjątkowych miejscach. Te w otoczeniu drzew, ale i samotne krzyże wyrastające ni stąd ni zowąd w szczerym polu.

Różny klimat

W niedzielny poranek wybrałem się na Pogórze Strzyżowskie. Tam ostatnimi czasy niezawodnie co rano zalegają mgły. Jeszcze przed świtem pomknąłem na pagórki aby podziwiać te niesamowite morza mgły. Zjeżdżając z górek zanurzałem się w nie. W wilgoć i chłód. Zaskakujące jak bardzo może różnić się klimat w miejscach oddalonych od siebie zaledwie o kilka kilometrów.

Łanie i sarny

Kto powiedział, że nie można tropić dzkiej zwierzyny rowerem? Jasna sprawa, że można. Wcześniej pokonywałem kilometry lasu na nogach, ale od jakiegoś czasu wybieram się w las rowerem w jednym celu – przypadkowo spotkać się z jeleniami lub sarnami.

I w sobotę szczęście mi dopisało. Ruszyłem kótko po świcie i tych przypadkowch spotkań miałem kilka. W większości nie zdążyłem zrobić zdjęcia, ale dwa razy się udało. Najpierw łanie – mama z partnerką i ich córka 😉 Te jednak szybko się rozeszły, ale chwilę później spotkałem dwie młodziutkie sarny i bohaterkę drugiego planu za nimi.

Pasje, które wzajemnie się napędzają

W końcu kilka chmurek. Co rano niebo jest bezchmurne, ale w sobotę było inaczej. Nad wschodnim horyzontem wisiała niepozorna chmurka, którą cudnie pokolorowało słońce nieśmiało przebijające się zza chmur.

Właśnie takie widoki nakręcają mnie do porannego wstawania. Ale wiem, że gdyby chodziło tylko o fotki, nie wstawało by mi się tak łatwo. Ale kiedy jest jeszcze rower, to te dwie pasję napędzają się wzajemnie.

Zapisane w głowie

Zabiorę Was dziś ze sobą na chwilę do lasu. Chyba w piątek (już się gubię gdzie kiedy byłem) spędziłem ze sześćdziesiąt kilometrów w lesie. Większość znanych mi ścieżek i kilka nowych. Było rześko i mgliście. I spokojnie. Cicho. Delikatne mgły tworzyły wspaniały klimat sprawiający, że te kilka godzin niepostrzeżenie minęło. Zostały obrazy, zapachy i dźwięki zapisane w głowie.

Bardzo długo

Planując trasy rowerowe, zaczynam je z domu, albo podjeżdżam z rowerem na dachu auta w jakieś miejsce. Ważne jest, by tak zaplanować trasę, aby podczas tych pierwszych chwil świtu znaleźć się w jakimś fajnym miejscu z widokiem na horyzont.

No i żeby wystartować o odpowiedniej porze, bo inaczej trzeba byłoby tam czekać i marznąć. A poranki ostatnio są naprawdę zimne. Rano potrafi być 7°C, a kiedy kończę trasę 27°C. I jak tu się ubrać? Zazwyczaj wracam z sakwą wypchaną ciuchami, które co kilka stopni zrzucam z siebie 😉

Pogoda jest do zndzenia co rano taka sama. Zero chmur i zamglenia. Mnie to sie nie nudzi. Może tak być baardzo długo.

Tyłek tego nie lubi

Piątkowy poranek postanowiłem spędzić na nizinach. Nie ma tam tak spektakularnych widoków o poranku, jak na pagórkach, ale chciałem pojeździć też trochę po płaskim terenie. Trasę ułożyłem tak, aby na wschód słońca załapać się nad pobliskim zalewem. Przyznam, że spodziewałem się większego zamglenia, no ale tam akurat go nie było.

Mimo to świt był bardzo klimatyczny i naładował mnie optymistycznie na kolejną setkę na dwóch kółkach. Tym razem ponad połowa trasy po leśnych szutrach. Tyłek tego nie lubi, ale reszta mnie jak najbardziej. Cisza, zero ruchu, zero ludzi. Tylko ja i natura.

Byle używać

Nie znam się na aparatach fotograficznych, obiektywach i nie znam się na rowerach. Nie ślędzę nowości na rynku. Zdjęcia robię głównie na trybie półautomatycznym, a obsługa roweru skupia się na umyciu go od czasu do czasu i naoliwieniu łańcucha. Resztę zostawiam serwisantom.

Nie zaprzątam sobie głowy niepotrzebnymi sprawami, a skupiam sie na tym, aby i jeden i drugi sprzęt były używane i nie rdzewiały odłożone w kąt, bo najlepszy aparat to ten, który ma się przy sobie, a najlepszy rower to ten, który nie stoi nieużywany.

Zdjęcia nocne i burza

Dziś, żeby nie być za bardzo monotonnym wrzucę coś zgoła odmiennego. Któregoś wieczoru, jakiś tydzień temu miałem w zamiarze sfotografować wschodzący Księżyc. Ten niestety się nie pokazał, ale z przeciewnej strony nadchodziła chmura opadowa, która wyglądała bardzo malowniczo w światłach samochodów jadących autostradą.

Przypomniało mi się, jak bardzo lubię fotografować nocą, a latem ze względu na to, że jestem śpiochem, nie miałem takiej możliwości. Teraz, kiedy zmrok będzie zapadał wcześniej z pewnością częściej będe wracał do nocnych zdjęć.

Przedłużenie spaceru

Tym razem późne popołudnie, a może już wieczór. Tym razem nie rowerem, a na własnych nogach postanowiłem sprawdzić co słychać w mojej najbliższej okolicy. Uwielbiam ten wrześniowy klimat. KIedy niby jest jeszcze ciepło, ale jeszcze przed zachodem słońca powietrze robi się rześkie.

Coraz szybciej ubywa dnia. Wieczory robią się coraz dłuższe. Po powrocie z zachodów słońca nie trzeba od razu iść spać, a można jeszcze wrzucić zdjęcia do komputera i bez pośpiechu je poogolądać. Takie przedłużenie spaceru.