Satysfakcja z kilometrów

Zawsze lubiałem spacery. Niestety przez ostatnie lata byłem mocno ograniczony przez powracające kontuzje kolana. Ostatnio kontuzje się wyciszyły i tej zimy mogę cieszyć się długimi spacerami po lesie i okolicy. Fajnie, bo na rowerze to za bardzo na mrozie i śniegu bym nie pojeździł.

Zabieram więc na szyję aparat i odkrywam pieszo coraz to nowe miejsca. I jeśli nawet światło nie dopisuje i nic ciekawego się nie nawinie, zawsze pozostaje mi satysfakcja z pokonanych kilometrów.

Przetasowania

Najpierw wyszła jedna. Później druga i obydwie stanęły patrząc w moją stronę. Póżniej druga zawróciła. Pierwsza pobiegła przed siebie. Druga znowu zawróciła przyglądając mi się z ciekawością. Po chwili pobiegła za pierwszą.

To oczywiście młode danielice. Jeśli można tak nazwać samicę daniela 🙂

Z najpiękniejszym światłem

Po raz ostatni wracam do zdjęć z trzydziestego pierwszego grudnia. To z pewnością był punkt kulminacyjny poranka. Czerwono różowa poświata zaczęła się pokazywać nad horzyontem. Światło odbite kolorowało wodę w bagienku i całą okolicę.

Spieszyłem się, zrobiłem wiele kadrów. Zawsze tak robię, aby potem wybrać te z najpiękniejszym światłem.

Po jednym zdjęciu

Weekend oczywiście spędziłem w znacznej części spacerując po lesie. Mimo wiatru i padającego śniegu uważam ten czas za mile spędzony. W niedzielę spotkałem stadko gili. Nie pozwoliły podejść do siebie zbyt blisko. Co mój jeden krok, odlatywały dalej śmiesznie popiskując.

Udało się jednak zrobić po jednej fotce gilowi i pani gilowej. I innym gilom zjadającym coś ze śniegu.

Po ostatnie dni

Po raz kolejny wracam do pamiętnego poranka sylwestrowego. Mróz i mgła jak już pisałem zaskoczyły mnie, bo kilka kilometrów wcześniej temparatura była trzy na plusie, a powietrze przejrzyste. Tu nad łąkami unosiła sie jednak mgiełka, a ręce marzły z zimna.

Nic a nic nie myślałem o zimnie mając przed oczyma takie widoki i takie kolory! Cieszyłem się chwilą, ciszą i spokojem. Krókie kilkadziesiąt minut, zapamiętane na zdjęciach.

Poczekam

Ostatnio warunki do fotografowania mi nie sprzyjają. W tygodniu jestem w pracy i nie mam możliwości wybrać się w teren, a z kolei w weekendy, mimo że regularnie spędzam je na spacerach po lesie i okolicy, nie ma odpowiednich warunków, a i zwierzyna nie dopisuje.

Jest to doskonała okazja, aby sięgnąć do archiwum zdjęć i taki mam plan na najbliższy tydzień. Będę cierpliwie czekał na dłuższy dzień i lepsze warunki 😉

Dziś zdjęcie z sylwestrowego poranka. Mróz i niespodziewana mgła stworzyły wtedy cudowny kimat nad strumykiem i podmokłych łąkach.

Brak w kolekcji

Dziś zdjęcie sprzed opadów śniegu, a dokładnie szósty stycznia. Wydawało się, że niebo było szczelnie przykryte chmurami, a jadnak światło było wyjątkowe. Postanowiłem po raz sam nie pamiętam który skierować aparat na charakterystyczny punkt w mojej okolicy. W takich okolicznościach jeszcze go nie mam w kolekcji.

Motywacja

Lubię spędzać czas w ruchu. Jeśli chwilowo nie rower, to spacery. Po ośmiu godzinach spędzanych codziennie na dupie w pracy muszę rozprostować kości. Lubię chodzić i fotografować przy okazji. Coraz niechętniej siedam później do nich do komputera.

Motywuje mnie jeszcze to prowadzenie bloga, a robię to już ponad trzynaście lat. Mam nadzieję, że choć trochę motywuję Was do ruchu na świezym powietrzu oraz baczniejszego zwracania uwagi na piękno natury.

Las jest mój

Padający śnieg. Może i nie przepadam za śniegiem i mrozem, ale kiedy pada świeży bielutki śnieg, w te pędy gonię do lasu na spacer. Ten klimat jest nie do podrobienia. Skrzypiący śnieg i płatki śniegu na policzkach. Mogę tak łazić godzinami. Las jest cały mój. Bo w taką pogodę nie spotykam w nich żywego ducha.