W sobotę po raz kolejny miał być srogi upał. Postanowiłem wyjechać na rower jak najwcześniej rano, aby choć część trasy przejechać w przyjemnym chłodku.



W sobotę po raz kolejny miał być srogi upał. Postanowiłem wyjechać na rower jak najwcześniej rano, aby choć część trasy przejechać w przyjemnym chłodku.



Tak zaplanowałem wyjazd rowerowy, aby na sam koniec dnia trafić na pobliską żwirownię. Piękne warunki zaczęły się nieco przedwcześnie, więc musiałem ostro kręcić, aby zdążyć.
Jednak mniejsza z tym, bo widoki i klimat wynagrodziły zadyszkę. Zrobiłem kilka ujęć, a potem podczas postprodukcji, jak zwykle, doprowadziłem je do takiego wyglądu, jak widok odbierały moje zmysły, a nie jak to zarejestrowała bezduszna matryca smartfonu.



Nigdy nie próbujcie tego w ten sposób robić. Nie przez boczną szybę i nie z pędzącego auta. No i nie telefonem! Trzeba bezlustro, statyw, wężyk spustowy i kilka minut, żeby wszystko poustawiać!
Żartuję sobie trochę, bo sam do niedawna i nadal czasami fotografuję lustrzanką i ze statywu. Ale o wiele więcej przyjemności sprawia mi wyciągnięcie w każdej chwili smartfona i spontaniczne pstryknięcie zdjęcia! Chcąc realizować swoją pasję jeżdżenia rowerem i jednocześnie fotografowania trzeba było w końcu pójść na kompromis.
Może jakość fotografii nie jest ‚prima sort’, ale do niektórych zdjęć nawet nie muszę się zatrzymywać i zsiadać z roweru! 😉

Dzisiaj kilka zdjęć z wieczornego spaceru po pobliskim miasteczku.




Kolejny rowerowy poranek i kolejne zdjęcia. Tym razem tematy kolejowe. Akurat tam znalazłem się podczas wschodu słońca i akurat mimo wczesnej pory nadjechał pociąg, urozmaicając mi kadr.




Ile jest takich miejsc, koło których przejeżdżałem wielokrotnie, a nie zobaczyłem tam kadru godnego uwiecznienia… Nie wiadomo. Siłą rzeczy w znamienitej większości jeżdżę drogami, którymi już jechałem wielokrotnie, a niektóre rzeczy dopiero zauważam za którymś razem. I to jest fajne i w fotografii i w podróżach rowerowych. Nie ma nudy.




Kiedy wyglądnąłem przez okno, już żałowałem że tego dnia jadę do pracy, a nie na rower. Cudowne światło i miejscami ścielące się mgły. Po drodze musiałem przystanąć w kilku miejscach oraz wstąpić pod akacje, żeby uwiecznić ten poranek.




Tak czułem, że ten wieczór tak się skończy i postanowiliśmy z małżonką z pierwszego małżeństwa nasz spacer zakończyć nad stawem. Zajęliśmy ławeczkę nad wodą i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Fajnie, że kaczki chciały współpracować i co rusz podpływały przed obiektyw.



Najlepszy czas na poranne zdjęcia według mnie trwa od sierpnia aż dokąd nie opadną ostatnie liście na drzewach. Widok porannych mgieł mobilizuje do wstawania. Ale też i bez mgieł warto wsiąść na rower i przejechac się w rześkim powietrzu. Przez pierwszą godzinę, dwie, poranne słońce najzwyklejsze krajobrazy zamienia w niezwykłe pejzaże.




Dawniej jeździłem rowerem dla samego jeżdżenia. Najpierw, by z rzucić kilka nadprogramowych kilogramów. Potem dla ruchu, dla zdrowia. Teraz również jeżdżę owszem dla sportu, ale nieodłącznym elementem wybranych wypraw rowerowych jest fotografowanie. Nie na siłę. Czekając pokornie, co przyniesie mi los.



