Ten pająk nałapał już tyle much na zimę, że się mu już w spiżarni nie mieszczą i wystają…

Ten pająk nałapał już tyle much na zimę, że się mu już w spiżarni nie mieszczą i wystają…

– Idzie ta jesień, czy nie? Robić już zapasy na zimę, czy nie? – Zastanawiał się krzyżak żując od niechcenia swoją najświeższą zdobycz.

Ten schludny pluskwiak całą uwagę poświęcał na to, żeby elegancko równolegle do siebie trzymać swoje czułki. Twierdził, że na zdjęciu doda mu to gracji.

Jeśli osy zrobią sobie w ogrodzie gniazdo, to pozostaje je albo brutalnie zlikwidować, albo się z nimi zaprzyjaźnić. Kiedy latem odkryłem, że w brzegu nad stawem osy zrobiły ogromne gniazdo, trochę się zmartwiłem. Ale szybko okazało się, że nikogo nie próbują atakować, nawet jedzenie spożywane przez nas w ogrodzie nie specjalnie ich interesowało. Jej głównym daniem były gnijące papierówki (których specjalnie nie zbierałem spod drzewa) i sok z drewna bukowego czekającego na pocięcie na opał. Są to najprawdopodobniej Osy dachowe (Vespula germanica).


Kiedy silnie wieje wiatr, trzeba mocno trzymać się łapkami liścia, żeby nie spaść. A nie jest łatwo i trzymać się i jeść jednocześnie. Tych gąsienic jednak nic nie jest w stanie powstrzymać przed zjedzeniem obiadku – soczystych liści wierzby 😉

Ciekawe, czy to ta sama, co rok temu… Wygląda całkiem podobnie 😉 Tym razem zauważyłem ją na środku leśnej drogi siedzącą na jakiejś roślinie. Najprawdopodobniej odsypiała nocne łowy, bo ani drgnęła. A kiedy po około godzinie wracałem, ciągle spała w najlepsze.



Kiedy przygotowywałem drewno na opał, non stop towarzyszyło mi stado os i dwa na przemian przylatujące Szerszenie (Vespa crabro). Z lubością spijały soki wypływające ze ściętego drewna bukowego. Na najgrubszym konarze porobiłem im kilka nacięć, żeby mogły się najeść do syta.
Przy okazji byłem świadkiem ataków szerszenia na muchy nie pozwalające mu się skupić na jedzeniu. Ale tego sfotografować nie zdołałem.


Albo trafił mi się wyjątkowo ogromny okaz, albo taka ona po prostu jest. Trzmielówka leśna (Volucella pellucens), którą spotkałem podczas spaceru po lesie, była rozmiarów dużego trzmiela, stąd może jej nazwa, choć do trzmiela podobna jest najmniej…

-Ta-ak wieje, że-e chy-y-yba się nie u-u-trzymam – narzekał chrząszcz Maurycy odpoczywając w drodze powrotnej z urodzin kolegi.

Przed pójściem do dentysty MaTyLDa ćwiczy otwieranie pyszczka 😉
