Zachowywała się jakby suszyła skrzydełka. Siedziała z rozłożonymi i nic nie robiła sobie w zasadzie w niczego…

Zachowywała się jakby suszyła skrzydełka. Siedziała z rozłożonymi i nic nie robiła sobie w zasadzie w niczego…

Kto rano wstaje… …ma śpiochy w oczach.


– Bezpiecznie tu nie jest, ale w razie czego mam jeszcze skrzydła…

Obstawiam, że to naliściak, ale robię to drżąycym głosem. Kanalików nosowych nie widzę i strzelam, że nie są one zasłonięte czułkami. Wniosek jedyny słuszny – to jest naliściak jakowyś.

Przeglądałem listki berberysu w poszukiwaniu owadów. Dostrzegłem leżącą na plecach muchę. Pomyślałem, że wyluzowała się na maksa. Ale nie, po chwili zauważyłem, że trzyma ją w zębach zielony pajączek.

– Moi rodzice to murzynka i biały. A ze mnie wyszło takie dziwadło…


– No nie wierzę, siedzę sobie tu cały dzień idealnie zamaskowany, a ten mnie wypatrzył. Nie bawię się tak, zbieram zabawki i idę do domu. I focha będę miał.

Lenie marcowe (Bibio marci) gościły już tutaj w tym roku. Osobno samiec i osobno samica, a dziś obydwoje naraz i to w sytuacji mocno intymnej…


– Całe życie byłam fanką Pszczółki Mai. Poprzez operacje plastyczne dążyłam do wyglądu zbliżonego do niej. I co wy na to, udało się choć trochę?

– Jeszcze tylko kilka ruchów i wyswobodzę się z tego mało wygodnego i na dodatek niemodnego wdzianka – myślała wyliniająca się mszyca, którą przyłapałem na liściu brzozy.
