Podążałem przez środek łąki, gdy zobaczyłem coś dużego i białego. Dzień był raczej pochmurny i ponury, a duża biała ćma ucinała sobie drzemkę nie przejmując się pogodą.

Podążałem przez środek łąki, gdy zobaczyłem coś dużego i białego. Dzień był raczej pochmurny i ponury, a duża biała ćma ucinała sobie drzemkę nie przejmując się pogodą.

Niedawno w mojej okolicy pojawiło się dużo ogromnych muszysk. Na razie wyglądają na ospałe i głównie przesiadują nieruchomo w trawie. Niedługo pewnie będą szukać swojej drugiej połówki i zaczną starać się o potomstwo.

Kiedyś przez pewien czas używałem elektrycznej, ale wróciłem do tradycyjnej. Wiosna jest fajna, na łące można znaleźć najprzeróżniejszości, między innymi ekologiczną szczoteczkę do zębów.

W zielonej gęstwinie zauważyłem coś ciemnego. To motylek siedział sobie cichutko i udawał, że go nie ma. Udało mi się o dziwo niepostrzeżenie z jednej strony poodchylać trawy i zrobić foto.

A takie cuda widzieliście?

Zdjęcie oczywiście odwrócone o sto osiemdziesiąt stopni. Chrząszcz, jak to ma w zwyczaju, podkurczył łapki i spadł na plecy jeden liść niżej.
– Kto to wymyślił tę modę z długą grzywką? Nic przecież na oczy do cholery nie widzę. – nie lubię używać brzydkich słów, ale przynajmniej jedno musiałem zacytować. Pan chrząszczyk, mimo że mikroskopijnych rozmiarów, był mocno zdenerwowany i klął jak szewc na swoją przydługą grzywkę, mimo czynności, którą wykonywał.

Takie oto dmuchawce mi się ostatnio nawinęły przed obiektyw.




…i jeden tylko latawiec.





W ostatni weekend widywałem je tabunami w trawie pod brzozami. W poprzednich latach trzykrotnie spotykałem knieżyce razem ze swoimi jajkami na liściach brzozy.

Po biedronce zbierającej się do odlotu przyszedł czas na chrząszcza, którego udało mi się przyłapać na równie niecnych zamiarach.

W tym sezonie bardzo chętnie pozują mi nerkosze. Są jakoś mniej płochliwe, niż zazwyczaj. Odwieczny problem przy ich fotografowaniu, to zmieścić wszystkie nogi w kadrze. Tutaj akurat mi się nie udało…
