Sam nie wiem czemu, ale bardzo lubię tę miejscówkę z mostem kolejowym. Ani on ładny, ani nowoczesny, ale jakoś mnie przyciąga i czasami staram się tak ułożyć trasę, aby w tym miejscu zastać zachód słońca.



Sam nie wiem czemu, ale bardzo lubię tę miejscówkę z mostem kolejowym. Ani on ładny, ani nowoczesny, ale jakoś mnie przyciąga i czasami staram się tak ułożyć trasę, aby w tym miejscu zastać zachód słońca.



Wyjechałem z domu dwie godzinki przed zachodem słońca. Tak, aby przejechać ze 40 kilometrów i aby załapać się na zachód słońca. Liczyłem na to, że mimo zachmurzenia, słońce przebije się przez chmury samym wieczorem.
Owszem, przebiło się i jak widać, pięknie pokolorowało chmury.



Zazwyczaj planuję swoje wyprawy rowerowe, ale bywa i tak, że jest to impuls. Przebieram się i wsiadam na rower jadąc przed siebie. Tak było tym razem, a że wybrałem się samym wieczorem, miałem okazję podziwiać kolejny zachód słońca.



Tak zaplanowałem wyjazd rowerowy, aby na sam koniec dnia trafić na pobliską żwirownię. Piękne warunki zaczęły się nieco przedwcześnie, więc musiałem ostro kręcić, aby zdążyć.
Jednak mniejsza z tym, bo widoki i klimat wynagrodziły zadyszkę. Zrobiłem kilka ujęć, a potem podczas postprodukcji, jak zwykle, doprowadziłem je do takiego wyglądu, jak widok odbierały moje zmysły, a nie jak to zarejestrowała bezduszna matryca smartfonu.



Dzisiaj kilka zdjęć z wieczornego spaceru po pobliskim miasteczku.




Tak czułem, że ten wieczór tak się skończy i postanowiliśmy z małżonką z pierwszego małżeństwa nasz spacer zakończyć nad stawem. Zajęliśmy ławeczkę nad wodą i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Fajnie, że kaczki chciały współpracować i co rusz podpływały przed obiektyw.



Fotografia, rower, siłownia i jeszcze czasem zwykłe spacery z pierwszą żoną. Tak wygląda mój czas wolny. I właśnie podczas spaceru trafiliśmy na taki niesamowity zachód słońca. Niewiele na to wskazywało, ale jak już było wiadomo co będzie, prawie biegiem dotarliśmy nad pobliski staw, aby to tam uchwycić te magiczne kolory schyłku dnia.



Lubię tę miejscówkę. Niby nic tam ciekawego nie ma, bo co ciekawego w wiadukcie kolejowym, ale gdy zaświeci ładne światło kieruję tam mój rower, aby zrobić foto.

Ja jak zawsze zauroczony belami pojechałem je fotografować o zachodzie słońca. Gdy tylko obczaiłem miejscówkę, wiedziałem że pierwszy ładny wieczór i ja tam będę. One mnie przyciągają. Jak duże magnesy.




Niebo było zachmurzone, ale kiedy jechałem rowerem, zauważyłem że się szybko przeciera. Musiałem jak najszybciej wrócić do domu, pobrać aparat i samochodem pojechać na jakąś nieodległą miejscówkę.
Tam zastałem widok chyba tysiąca beli słomy! Uwielbiam to, a zachód faktyko był całkiem fajny.



