Przemykając miedzą obok pola pszenicy zauważyłem na jednym z kłosów coś dużego i czarnego. To pani muchowa ćwiczyła pompki z obciążeniem zrobionym z męża…

Przemykając miedzą obok pola pszenicy zauważyłem na jednym z kłosów coś dużego i czarnego. To pani muchowa ćwiczyła pompki z obciążeniem zrobionym z męża…

– Najbardziej to lubię tułowiem w dół. Wtedy mi się lepiej myśli…

Trochę na niego się napolowałem. Z bliska niestety nie ma szans go sfotografować, bo jest zbyt szybki. Nie zatrzymuje się w jednym miejscu dłużej niż na chwilkę. I chyba nigdy nie nie przestaje być w locie…


Ciekaw jestem jak smakuje miód lawendowy. Miałem okazję smakować wielokwiatowe, rzepakowe, lipowe, akacjowe lub spadziowe. Miód z samej lawendy musi mieć specyficzny smak, ale wytłumacz tu pszczółkom, aby zbierały tylko lawendę…



Rodziców nie poznałem, ale dzieciaki mogę doglądać codziennie. Wykluły się jakiś czas temu i mieszkają na pojedynczej wysokiej trawie nad samym stawem. Mają się nie najgorzej, niestety codziennie jest ich mniej


Podczas manewrów wojskowych na poligonie Złocień jeden z dowódców zaliczył cios mieczem. Gdyby nie jego gruby pancerz, pewnie szybko wyzionąłby ducha.

Zajęty był zlizywaniem czegoś z kłosa pszenicy.

Kiedy zbliżyłem do niego obiektyw, spojrzał weń groźnym wzrokiem…

A potem odleciał, ale tego już nie uwieczniłem.


Nie zagrzewały miejsca na zbyt długo. Podlatywały…

Spijały z lawendy, co trzeba…

…i odlatywały na następny kwiat.



Daleko nie musiałem szukać, przyleciał do ogrodu i hasał po okolicznych roślinach. A potem odleciał i tyle go widzieli…

– No nie mogę, co się złapię jakiejś liny, żeby się wspiąć do nieba, to ta po jakimś czasie się kończy za wcześnie – narzekał miniaturowy słonik.
