Miękkie i plastyczne

Nie wygląda, ale zdjęcia te powstały jeszcze przed wschodem słońca. Uwielbiam tę porę do fotografowania. Zupełnie inaczej wszystko wygląda widziane ludzkim okiem, a zupełnie inaczej zapisane na matrycy aparatu podczas długiego naświetlania.

Tego poranka światło miało bardzo utrudniony dostęp do parku ze względu na zalegającą w okolicy mgłę. Tu akurat było jej niewiele, ale już poza parkiem widocznośc ograniczała się do kilkudziesięciu metrów. Do tego duża wilgoć, a to działało jak potężna blenda, stąt własnie światło było tak miękkie i plastyczne.

Żeby nie opadły zielone

Kontynuując temat porannych przymrozków. Jednego z nich wsiadłem na rower, by sprawdzić jak jest w lesie. Na pewno było zimno, jeszcze po dziewiątej rano wciąż było na minusie. Po drugie na nizinach jest nadal całkiem zielono.

Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby liście przebarwiały się jak najpóźniej, ale martwi mnie, czy nie opadną, zanim zdążą się na dobre przebarwić. To byłoby straszne 😦

Włóczęga i fotografowanie

Dwa poranki z przymrozkiem. O ile skrobanie szyb samochodu nie należy do moich ulubionych czynności, to wszystko to, co dzieje się później uwielbiam. Przymrozek zwiastuje bezchmurny poranek, piękny szron i… czasami mgły.

Jeśli to wszystko ze sobą połączyć, może to zwiastować jedno – cudownie spędzony poranek na włóczeniu się po okolicy połączonym z fotografowaniem.

Barwy światła

Na miejsce przyjechałem godzinę przed wschodem słońca. Na początek zrobiłem djęcie jeszcze w zupełnych ciemnościach. Alejka była oświetlona światłem jednej latarni znajdującej się na parkingu. Spodobał mi się ten klimat, więc ustawiłem na aparacie długi czas naświetlania i zrobiłem poniższe zdjęcie. Urzekły mnie te długie cienie grabów ścielące się w alejce i ta różnica w barwie światła – od ciepłego padajcego z latarni do zimnych barw nocy w miejscach, gdzie ono nie docierało.

Magia fotografii

Coś mi mówi – wstań i jedź. Niebo obdaruje cię fanymi kolorami. Innym razem coś mi mówi – nie jedź, ranek nie będzie atrakcyjny. Czy słucham tych głosów? Raz słucham, raz nie 🙂

Mam ochotę to jadę, nie mam, to nie jadę. Wtedy pojechałem. Na długo przed świtem. I dobrze, bo kolor pojawił się już na niespełna godzinę nim wstało słońce. Zdążyłem. Bardzo wiało, choć na wodzie nie widać fali. To dlatego, że było na tyle ciemno, że zdjęcia musiałem naświetlać nawet do pół minuty. Woda została wygładzona. Wydaje się, że jest cisza, jak makiem zasiał. Magia fotografii.

Ulubione zdjęcie

Nigdy nie robię tego na siłę. Mam ten komfort, że od ośmiu lat fotografuję krajobraz i nigdy nie zmuszałem się do wyjścia w teren. Zawsze na to czekam i cieszę się na każdą jedną możliwość fotografowania.

Bywa tak, że jadę, idę w teren, a pogoda nie dopisuje. Nie przejmuję się tym bo wiem, że przede mną jeszcze tyle plenerów, że wcześniej czy później trafię na te wymarzone warunki. Wmawiam sobie i czuję, że te najpiekniejsze jeszcze przede mną. To daje mi tę energię i chęć. Czekanie na to jedno zdjęcie. Zdjęcie, które będzie najlepsze w miesiącu, roku, w mojej całej działalności fotograficznej. A później i tak nie potrafię określić tego ulubionego 🙂

Pusto i spokojnie

Kilkanaście, może nieco więcej ulubionych miejscówek. Moja najbliższa okolica. Maksymalnie do kilkunastu kilometrów od domu. Dalej się nie zapuszczam, no chyba że rowerem.

Szybkie wypady na wschody lub zachody to właśnie te kilkanaście ulubionych miejsc. Miejsc, które w pięknym świetle zawsze wyglądają zjawiskowo i w których czuję sie dobrze. Pewnie dlatego, że są z dala od zabudowań. Że jest tam pusto i spokojnie.

Uczestnictwo

Wspinam się na pagórek. Jeden z tych nie porośniętych jeszcze lasem, bo w okolicy jest ich coraz więcej. Z jednej strony to dobrze, że rosną nowe lasy ale z drugiej… coraz więcej miejscówek z widokami zarasta.

Cieszę się widokami w pięknym wieczornym słońcu, które jest już bardzo niziutko. Zaraz zajdzie, będzie coraz ciemniej. Pewnie chmury będą mienić się kolorami. Jak fajnie, że mogę w tym wszyskim uczestniczyć.

Niespełna rozumu

Warunki ciągle się zmieniały. Żółcie, pomarańcze, w końcu róże. Na końcu już po zmroku był burgund. Może się to wydawać nieprawdopodobne, bo takie kolory nie zdarzają się często. Miałem to szczęście akurat tego dnia być w plenerze, móc to podziwiać przez długi czas na własne oczy i uwiecznić na zdjęciach.

Zaskakiwany co kilka minut. Biegający po polach z miejsca na miejsce. Zziajany i z drżącymi z emocji dłońmi. Ktoś, kto mnie widział mógł sobie pomyśleć, że jakiś niespełna rozumu 😉