Dziś jeszcze kilka zdjęć z szadzią w roli głównej. Takie poranki zostają w głowie na długo. Mimo przenikliwego chłodu i utrudnionego przemieszczania się po śniegu, wrażenia pierwszorzędne.



Dziś jeszcze kilka zdjęć z szadzią w roli głównej. Takie poranki zostają w głowie na długo. Mimo przenikliwego chłodu i utrudnionego przemieszczania się po śniegu, wrażenia pierwszorzędne.



Słońce nie oznacza, że jest gorąco. Nawet nie oznacza, że jest ciepło. Poranki, choć słoneczne, nadal są mega mroźne, ale zachęcają do spacerów po lesie jak nic innego. Po tak długim okresie bez słońca w końcu możemy odbudować zapasy witaminy D w organizmie.




Szadź. Czy może być coś piękniejszego zimą? Pewnie tak, ale ja najbardziej lubię właśnie szadź. Mglista noc w połączeniu z mocno ujemną temperaturą pomalowała krajobraz na iście bajkowy klimat.



Pomyślałem, że może w lesie będzie cieplej niż na otwartej przestrzeni. Nie myliłem się — było nieco przyjemniej niż o świcie, pewnie dlatego, że zrobiło się już trochę później, a słońce prześwitujące między drzewami mimo wszystko odrobinkę grzało.
Na szczęście ktoś był tak miły i odśnieżył główne leśne drogi (pewnie z myślą o służbach, na wypadek pożaru albo innych zdarzeń), choć i tak było mega ślisko. Dwa dni na plusie zrobiły swoje, a teraz wszystko solidnie zamarzło. Za to cisza absolutna, byłem sam i nie zauważyłem ani jednego śladu ludzkich stóp.




Czuję po kościach, że idzie ocieplenie. Obym się nie mylił. Byle jeszcze przetrwać roztopy i chyba wiosna, proszę państwa 🙂



Czy te zdjęcia zrobiłem podczas przejażdżki rowerowej? Tak, ubiegłej zimy, kiedy resztki śniegu leżały jeszcze na niektórych drogach, a przez kilka godzin chmury zrobiły się rzadsze i zaczęło wyglądać zza nich słońce, pojechałem na rower. Może było to i ryzykowne, ale po kilkunastu dniach zimy kusiło jak nic innego.
A dzisiaj? Dzisiaj jest 25-ty dzień bez roweru i jeszcze pewnie nieprędko wsiądę na dwa kółka.




Kiedyś tam, jakiś czas temu, zimy były mniej srogie, a śniegu padało jak na lekarstwo. Poniższe foty zrobiłem przed rokiem, kiedy akacje pokryte były szadzią, a poranek był mglisty. Takie klimatyczne poranki aż miło powspominać.



Zima ma swój urok. Zdecydowanie, ale oby to nie trwało zbyt długo…



A dobra, niech już sobie będzie ta zima. Przyzwyczaiłem się. Byle nie za długo 🙂




Ja się w taką pogodę z domu póki co na fotografowanie nie ruszam. Przeczekam ten dwucyfrowy mróz w ciepełku. No… może jakiś godzinny spacer, ale szybki, żeby nie przemarznąć.
A póki co wspomnę początek listopada ubiegłego roku, bo akurat te niepublikowane zdjęcia wpadły mi w oko podczas przeglądania archiwów. Generalnie jesienią robię chyba najwięcej zdjęć, a potem leżą one w otchłaniach dysku, bo jesień przemija zdecydowanie szybciej, niż by się chciało.


