Wierzby po raz 232

Dawno nie było wierzb, które tu nieopodal sobie rosną. Mają się dobrze, choć z każdym rokiem coraz starsze i bardziej nadgryzione zębem czasu.

W piątek zapowiadał się ciekawy zachód słońca, więc postanowiłem tam podejść i sprawdzić, czy dalej trzymają fason. Stały jak zawsze, a niebo postanowiło dorzucić im całkiem przyzwoite tło w odcieniach pomarańczu i różu.

Fajnie tam wracać co jakiś czas. Patrzeć, jak powoli się zmieniają. I choć niezauważalnie z dnia na dzień, to o każdej porze roku inne.

To koniec, prawda?

Ależ mi się trafiło na sam koniec zimy. Bo to już koniec zimy, prawda? Od niedzieli temperatury wyłącznie na plusie?

Dzień jest już wyraźnie dłuższy i po powrocie z pracy jestem w stanie jeszcze wyskoczyć na zdjęcia. Dzisiaj oczywiście z tej opcji skorzystałem i trafiłem na naprawdę widowiskowy zachód słońca.

Co najlepsze, najpiękniejsze kolory pojawiły się wtedy, gdy byłem już w drodze do domu.

Jedno

Jedno zdjęcie z ubiegłotygodniowej przejażdżki rowerowej. Z resztkami śniegu, ale suchą drogą, I kolorowym niebem, które o zachodzie postanowiło przybrać pomarańczowo‑granatowe barwy, malując okolice na delikatny fiolet.

Nierealne? Otóż realne,  tylko że te momenty trwają naprawdę krótko. Trzeba bacznie obserwować i pstryknąć zdjęcie w odpowiednim momencie.

Jak długo jeszcze?

Ile jeszcze tej zimy? Tego nikt nie wie. Może za tydzień wszystko się stopi i temperatury będą dodatnie, ale równie dobrze zima może potrwać do końca marca. Bo i tak już bywało.

Na nasz klimat nie ma się co obrażać… On i tak zrobi swoje, niezależnie od tego, ile razy sprawdzę prognozę. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i robić swoje, nawet jeśli zamiast wiosennej zieleni za oknem znowu widzę biały krajobraz.

W końcu każda zima kiedyś odpuszcza. A im dłużej każe na siebie czekać, tym bardziej smakuje pierwszy naprawdę ciepły dzień.

Już niedługo

Wpadło mi w oko kilka zdjęć z kwietniowej wyprawy rowerowej sprzed trzech lat. I od razu zatęskniłem za wiosną jeszcze bardziej. Ta soczysta zieleń, kwitnące mniszki, lekko przymglone poranki… No i to ciepło.

Bez kombinowania z warstwami ubrań i zastanawiania się, czy nie zmarznę po pierwszych pięciu kilometrach. Wystarczy wsiąść na rower i jechać przed siebie, ze świadomością, że gdziekolwiek skręcę, widoki będą pierwsza klasa.

Nie sam

Myślałem, że będę jedynym człowiekiem w lesie, ale okazało się, że jeszcze kilka osób wpadło na ten sam pomysł co ja. Mimo gęsto padającego śniegu i trudnych warunków do spacerowania.

Ktoś jeszcze, oprócz mnie, potrzebował kilku kilometrów spędzonych w ruchu, w zimowej ciszy, między drzewami.

13-tego w piątek

Piątek, 13-tego.

Nie ukrywam, że kiedyś wmawiano mi, że to dzień pechowy. I chcąc nie chcąc, trochę w to wierzyłem.

Ale z czasem zauważyłem, że „pech” potrafi mnie dopaść w każdy inny dzień miesiąca. Ta trzynastka chyba nie ma tu nic do rzeczy.

A jak to jest u Was? Wierzycie w przesądy, czy raczej podchodzicie do nich z przymrużeniem oka?

Na zdjęciu wtorkowy wieczór, kiedy słońce nieoczekiwanie pokazało się ze swojej najlepszej strony.