Czuć przestrzeń

Szczęściara z niej, nie? Takie widoki podczas śniadania. I to śniadania połączonego z drugim śniadaniem, obiadem i pewnie jeszcze kolacją. Co za życie. Cały dzień jeść i podziwiać przyrodę.

A tak już całkiem serio, sam miałem przez chwilę okazję podziwiać te same widoki ze wzgórza Gogołowskiego. Można tam naprawdę poczuć przestrzeń wszystkimi zmysłami.

Nie mniej pięknie

Ubiegłośrodowy wyjazd zostanie ze mną na długo. Na takie warunki nie trafia się przecież zbyt często. Trochę miałem przeczucie, trochę szczęścia, a trochę po prostu samozaparcia, żeby ruszyć w drogę jeszcze przed wschodem słońca.

Dzięki temu mogłem spędzić pierwsze dwie godziny jazdy w naprawdę wyjątkowych okolicznościach. Światło i klimat, którego nie da się zaplanować. A później… wcale nie zrobiło się dużo mniej pięknie 🙂

Plan

No cóż… zaspałem. Plan był prosty: w niedzielę od świtu ruszyć, tym razem na własnych nogach. Start przy zalewie w Kamionce, potem przez las w stronę Cierpisza. Wszystko się udało… tylko ten świt trochę mi nie wyszedł. Zanim się dobudziłem i ogarnąłem wyjście, było już grubo po siódmej.

Słońce zdążyło wspiąć się wysoko, ale nad wodą panował jeszcze spokój. Zero spacerowiczów, tylko kilka wędkarzy. W lesie podobnie, pustka i przyjemny chłód między drzewami, bo po wyjściu z cienia okazywało się, że już całkiem solidnie grzeje.

Na początek kilka kadrów znad zalewu.

Widmo Brockenu nr 6 i biała tęcza | 20.05.2026

Sięgnąłem do archiwów i policzyłem, że to najprawdopodobniej moje szóste widmo Brockenu. Czwarte na Pogórzu Strzyżowskim, jedno miałem w Przemyślu i jedno na zupełnych równinach!

Tym razem mocno mnie zaskoczyło, bo jechałem sobie spokojnie rowerem, zerknąłem w bok, a tam wokół mojej głowy przesuwała się kolorowa aureola! Oczywiście od razu się zatrzymałem, żeby uwiecznić to ciekawe, zwłaszcza w naszym regionie, zjawisko optyczne.

Kilkanaście kilometrów później udało mi się po raz kolejny uchwycić białą tęczę, ale tej to już nawet nie zliczę. Obawiam się tylko, że widuję ją częściej niż kolorową!

Przeczucie nie zawiodło

Kto lubi takie poranki? Pewnie dziewięćdziesiąt dziewięć procent osób woli spędzić ten czas w łóżku i na spokojnie pooglądać zdjęcia u Witka. I bardzo dobrze, bo inaczej byłbym tu niepotrzebny.

Tego ranka nie mogłem dospać. Wstałem już po trzeciej, choć do wyjazdu została jeszcze przynajmniej godzina. Przeczuwałem te mgły, bo w poprzednich dniach padało i było pochmurno, a ten poranek zapowiadał się bardzo chłodno, zaledwie dwa stopnie na plusie i bez jednej chmury na niebie. To mogło oznaczać tylko jedno, piękne zjawiska optyczne.

I tym razem przeczucie mnie nie zawiodło.

Park pałacowy w Dukli cz. II

Miejsce idealne do spacerów. Bez kostki brukowej, bez asfaltu, bez wysypanych żwirem alejek. Naturalne ścieżki, drzewa, spokój i sama natura.

Park Pałacowy w Dukli ma właśnie taki klimat. Trzy urokliwe stawy, po których pływają kaczki, a pewnie czasem i łabędzie. Do tego naprawdę niewielki ruch ludzi, szczególnie w tygodniu albo podczas gorszej pogody.

Teraz cały park pachnie czosnkiem niedźwiedzim i wygląda świetnie, ale mam przeczucie, że jesienią może być tam jeszcze piękniej. Szkoda tylko, że to kawał drogi ode mnie i rowerem raczej nie ma szans tam dojechać. Ale coś czuję, że w październiku albo listopadzie znowu tam wrócę.

Park pałacowy w Dukli

Ile to już razy myślałem, żeby odwiedzić park pałacowy w Dukli. Ze dwa razy nawet byłem w pobliżu, ale do parku nie poszedłem. Aż do wczoraj. O dziewiątej rano byłem już po rowerowej siedemdziesiątce, z czego dwadzieścia kilometrów w deszczu. Jednak było mi mało. Jak to tak, weekend i resztę dnia spędzić w domu? Mówię więc do pierwszej żony, czy nie pospacerowałaby ze mną w deszczu? Chętnie się zgodziła, ale tym razem deszcz nas ominął i elegancko przestało padać, kiedy dojechaliśmy na miejsce.

A co w parku? Przede wszystkim zatrzęsienie kwitnącego właśnie czosnku niedźwiedziego. Nie zliczę, ile zrobiłem zdjęć, ale dziś wrzucam tylko część z nich.

Pytacie, ja odpowiadam

Pytacie czasami w komentarzach, gdzie robiłem poszczególne zdjęcia. Prawda jest taka, że kiedy człowiek jadąc tyle kilometrów, często bocznymi, polnymi i mało uczęszczanymi drogami, sam nieraz traci orientację, w jakiej miejscowości aktualnie się znajduje. Plan jest zwykle prosty: wyznaczyć trasę, wrzucić ją do nawigacji i jechać przed siebie, czekając na to, co po drodze pokaże los.

Tym razem jednak trochę poszperałem i udało mi się odtworzyć kilka miejsc. Na pierwszym zdjęciu znajduje się okazały pomnik przyrody, na który natrafiłem w okolicy Ustrobnej. Kolejne ujęcie przedstawia cerkiew Narodzenia NMP w Oparówce, a następne wiekową kapliczkę stojącą około pół kilometra na północ od cerkwi.

Ostatnie zdjęcie zrobiłem gdzieś po drodze, wyjeżdżając na wzniesienie w okolicy miejscowości Rzepnik.

W tych moich wyjazdach chyba to jest najlepsze, że tak do końca nigdy nie wiem, co znajdę za następnym zakrętem.

Biała tęcza i to światło…

Czy nie dawniej jak wczoraj pisałem, że rano to ja nie jeżdżę? Otóż jednak wybrałem się o poranku i to był strzał w dziesiątkę. Mimo że od wschodu słońca minęły już dobre dwie i pół godziny, w pobliskiej dolince nadal utrzymywała się gęsta mgła. Już wtedy wiedziałem, co mnie tam czeka.

Nie pomyliłem się. Była przede wszystkim biała tęcza, co prawda już bardzo niska, ale nadal świetnie widoczna. Do tego doszło fantastyczne światło słońca przebijającego się przez mgłę. Sami zobaczcie.