Jak najdłużej

Wczesne rano. Cisza i spokój. Właśnie niespiesznie wstaje dzień. Jest jasno, ale słońce nie może przebić się przez nisko zawieszone nad horyzontem chmury. Niebo już cudownie kolorowe, przede mną błotnista droga, niby nic takiego, a jednak w tym świetle i warunkach może zachwycić swoimi kałużami. Brak wiatru i ciepło jak na tę porę roku. Niech ta chwila trwa jak najdłużej.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI WSCHÓD SŁOŃCA BŁOTNISTA DROGA KAŁUŻA ZGŁOBIEŃ

Jaka pora

No właśnie… jaka to pora doby. Mogłoby się wydawać, że wschód lub zachód słońca, no bo skąd niby takie kolory. Ale nie. To jest… noc. A właściwie wieczór, tak z dwie i pół godziny po zachodzie. Skąd zatem takie kolory?

Kiedy pod wieczór rozstąpiły się chmury i księżyc pokazał się na niebie, postanowiłem wybrać się w plener. Światło naszego satelity to pierwszorzędna sprawa do nocnej fotografii. Podniesiona czułość, dłuższy czas naświetlania, statyw i można zacząć się bawić.

Przy takich ustawieniach na matrycy rejestrowane są obrazy niekoniecznie widoczne gołym okiem. Jak właśnie ten poniżej. Koloru chmurze dodało oczywiście światło latarń, dół doświetlił mi księżyc.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI GÓRA ROPCZCKA FOTOGRAFIA NOCNA ALEJA JESIONOWA DŁUGI CZAS NAŚWIETLANIA

Słońce jak malarz

Całe lato czekałem na jesienne mgły. I w końcu się doczekałem. Miałem okazję fotografować podczas kilku cudownych mglistych poranków. Najbardziej lubiłem las. Jesienią to chyba tam jest największa magia. Mgła kumuluje się w okolicach polan. Kiedy słońce przebije się już przez korony drzew, pokona mglistą zaslonę, potrafi malować nie gorzej niż niejeden malarz.

Dom na odludziu

Co łączy te trzy zdjęcia… Oprócz cudownego światła i jesiennego klimatu, na wszystkich są domy w miejscach, gdzie wiele z nas być może chciałoby zamieszkać. Kawałek, ale nie za duży od cywilizacji, a co za tym idzie cisza i spokój. Możliwość obcowania z przyrodą zaraz po wyjściu z domu. Las i pola o rzut beretem. Zamiast odgłosu miasta, samochodów – szczekanie kozła sarny, świergot ptaków, być może wycie wilka.

Firanki idealnej długości

Chmura, jak duża firana zawisła nad horyzontem. Lekka, zwiewna i przejrzysta. Zakryła słońce i podążała dalej. Widziałem ją jadąc drogą pod górkę wśrod gęstych zarośli. Musiałem zacząć szybciej kręcić na tym swoim rowerze, aby zdążyć uwiecznić ten krtótki ulotny moment. Dotarłem w samą porę, firanka była idealnej długości, kiedy przyciskałem spust migawki.

Prace polowe

Praca w polu z pomocą konika? Dawniej normalny widok na wsi, obecnie to prawie folklor. Rzadkość. Ja jednak za każdym razem, gdy spotykam taką sytuację cieszę się jak dziecko. Sam nie wiem w sumie czemu, bo osobiście niemiło wspominam ciężką pracę na gospodarstwie jako dziecko i później młodzieniec…

Wiem, cieszę się, że będe mógł to uwiecznić, bo w dawnych czasach nie miałem takiej możliwości.

Poniższą scenkę zauważyłem z bardzo daleka. Pstryknąłem ją na ogniskowej 400 mm i jeszcze musiałem przyciąć. Działo się to około 600 metrów w linii prostej ode mnie, więc powialającej jakości tu nie ma.

Widok nie częsty

Dawno nie było deszczu, więc mogłem swoje dwa kółka zabrać na polne drogi, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Tu, w swojej najbliższej okolicy. I udało mi się odkryć całkiem urocze miejsce z przebarwionym drzewem i pasącymi się krowami. Dwie krowy uwiązane na łańcuchu, a nie w stadzie to momo wszystko dość rzadki widok w naszych czasach.

Zdawać by się mogło patrząc na minę krowy ze zdjęcia numer jeden, że i widok samotnego rowerzysty z zaczepionymi sakwami i dziwnym urządzeniem przy oku nie jest zbyt częsty w tej okolicy.

Wyjątek

Niedługo minie sześć lat, jak jeźdżę w to miejsce. Ostatnio już coraz rzadziej, ale mam do niego sentyment i od czasu do czasu wracam pod dwie samotne akacje rosnące przy polnej drodze. Może kiedyś jak znajdę chwilę policzę, ile razy tam byłem, ale ośmielam się stwierdzić, że pewnie blisko sto 🙂

Ostatnio zajechałem tam w ubiegłą niedzielę w południe. Światło tego dnia dopisało, bo było trochę chmur i trochę czystego nieba. W powietrzu unosiła się wilgoć, która tak ładnie rozprasza światło nawet w ciągu dnia. Co prawda zasada fotografii krajobrazowej mówi, aby fotografować tylko o wschodzie i zachodzie słońca, ale od reguł są jak najbardziej wyjątki 😉

Chmury skołatane

To chyba najbardziej urokliwe miejsce w całym moim powiecie. A na pewno w mojej wiosce. Znam to miejsce na wylot i wykonałem tam chyba wszystkie możliwe kadry. Jednak ciągle tam wracam, bo tak naprawdę nie sa dla mnie istotne nowe miejsca i kadry, ale abym się dobrze czuł podczas fotografowania. o miejsce ma niepowtarzalny klimat i tam czuję się jak u siebie na podwórku.

Poszedłem tam we wtorkowy wieczór i na dzień dobry (a raczej na dobry wieczór) zrobiłem poniższe trzy kadry. Światło było tak niesamowite, że kolory aż raziły w oczy, jednocześnie będąc mocno stonowane, oświetlone cudownie zblendowanym światłem zachodzącego słońca odbijającym się od skołatanych chmur.