Kaplica św. Bartłomieja na Brzeziu w Pstrągowej

Poranek od samego początku pogodny i słoneczny, choć momentami dawał się we znaki wiatr. Za to światło było naprawdę zacne, więc podczas porannej przechadzki mogłem obserwować i fotografować z różnych miejsc kaplicę św. Bartłomieja na Brzeziu w Pstrągowej.

To nie jest zwykła przydrożna kapliczka. Wzniesiona w 1878 roku z inicjatywy miejscowego gospodarza Bartłomieja Fortuny, dziś jest zabytkiem wpisanym do rejestru zabytków. W jej wnętrzu zachowały się oryginalne wyposażenie i ludowe malowidła ścienne, a sama kaplica od blisko 150 lat stanowi charakterystyczny element krajobrazu tej okolicy.

A na zdjęciach aż pięć ujęć tej samej kaplicy, oglądanej z różnych perspektyw. Choć spacerowałem tędy już kilka razy, wciąż z ciekawością wypatruję jej z kolejnych miejscówek. Pośród rozległych pól stanowi taki naturalny punkt przyciągający wzrok, który z każdej strony wygląda nieco inaczej. Zwłaszcza kiedy rano z każdą chwilą zmienia się również światło.

Pochodzić

Jak to słońce potrafi całkowicie zmienić klimat. Rano było pochmurno, mgliście, a powietrze mało przejrzyste. Fakt, kolory były ciekawe, ale ten brak światła sprawiał, że wszystko wydawało się jakieś bardziej przytłaczające. No cóż, nie każdy ranek rozpoczyna się tak, jak byśmy chcieli.

Ale wystarczyła godzina. Kiedy słońce w końcu pokonało chmury, świat zaczął nabierać zupełnie innego wymiaru. Pojawiło się światło, ciepło i kolory, których wcześniej prawie nie było widać.

Między innymi dlatego lubię te moje spacery. W pierwszej kolejności wychodzę po prostu pochodzić i pobyć trochę w terenie. Na kadry nie poluję za wszelką cenę. Czekam, co przyniesie los, pogoda i kolejne chwile.

Tam, gdzie dociera światło

Niedziela była kolejnym dniem z pięknym słońcem od samego rana. Temperatura już nieco wyższa niż w sobotę, więc od samego rana spacerowało się całkiem komfortowo.

Las nieznany, więc wcześniej wyznaczyłem sobie trasę, coby nie pobłądzić. I szedłem tak sobie, czekając, aż natknę się na miejsca, do których dociera światło.

A tam… no sami zobaczcie…

Zdjęcia w oszołomieniu

Zazwyczaj trzymam się planu. W niedzielę w planie był las, ale po drodze skusiło mnie, żeby skręcić w polną drogę prowadzącą wśród rozległych, płaskich pól, ścielących się mgłami.

Takiego widoku zupełnie się nie spodziewałem.

Stado jeleni hasało sobie w najlepsze po ściernisku po rzepaku. Niestety miałem ze sobą jedynie obiektyw do 240 mm. Ale dobre i to. Wymierzyłem i pyk, jest fota.

Jelenie oczywiście szybko mnie zauważyły i były mną chyba nie mniej zdziwione niż ja nimi. Niespiesznie jednak i dostojnie zaczęły kłusem biec w stronę słońca. Z pysków wydobywały im się obłoki pary, a spod kopyt tryskała poranna rosa.

Wszystko to trwało zaledwie kilka minut. I chyba do tej pory nie byłbym pewien, czy to naprawdę się wydarzyło, gdyby nie te kilka zdjęć, które w swoim oszołomieniu zdołałem zrobić.

Leśne emocje

Długo biłem się z myślami, czy wybrać rower, czy własne nogi. Ale kiedy wczoraj rano się obudziłem i zerknąłem na termometr, sprawa szybko się wyjaśniła. 2 stopnie Celsjusza i rower? Owszem, ale raczej tylko szybka jazda, a nie włóczenie się po lesie za zdjęciami. Załubrałem zatem but, galowy strój leśny i fru do lasu.

Spacerując, człowiek więcej dojrzy kadrów, to pewne. Zarejestruje też więcej doznań. A jednym z nich było jedno z najbliższych spotkań ze stadem jeleni i łań. Przebiegły mi drogę w odległości dosłownie kilkunastu metrów. Nie było czasu zmieniać ustawień aparatu, więc zdjęcie wyszło niezbyt ostre.

A najlepsze jest to, że biedne jelenie, przestraszone najprawdopodobniej przez grzybiarzy, po kilkunastu sekundach zawróciły i… przebiegły z powrotem, tyle że już całkiem blisko mnie.

Takich emocji to dawno nie miałem 🙂

Ja tam wrócę

Ja nie sądziłem, że takie miejsca jeszcze istnieją. Całkowicie dzikie zbiorniki wodne i choć biegnie przy nich ścieżka, można by pomyśleć, że nikt nigdy tam nie dociera. Całkowita dzicz, a co za tym idzie, spokój, pustka i cisza. Tylko odgłosy ptaków. No coś pięknego.

A najlepsze, że o tym miejscu wiedziałem już od jakiegoś czasu, a dopiero teraz się tam wybrałem! No jak mogłem tyle zwlekać?

Szkoda tylko, że tak daleko od domu, co nie znaczy, że więcej tam nie pojadę. Gdy tylko będzie okazja i odpowiedni poranny warun, wracam tam. I mam zamiar spędzić tam cały ranek.