Długo biłem się z myślami, czy wybrać rower, czy własne nogi. Ale kiedy wczoraj rano się obudziłem i zerknąłem na termometr, sprawa szybko się wyjaśniła. 2 stopnie Celsjusza i rower? Owszem, ale raczej tylko szybka jazda, a nie włóczenie się po lesie za zdjęciami. Załubrałem zatem but, galowy strój leśny i fru do lasu.
Spacerując, człowiek więcej dojrzy kadrów, to pewne. Zarejestruje też więcej doznań. A jednym z nich było jedno z najbliższych spotkań ze stadem jeleni i łań. Przebiegły mi drogę w odległości dosłownie kilkunastu metrów. Nie było czasu zmieniać ustawień aparatu, więc zdjęcie wyszło niezbyt ostre.
A najlepsze jest to, że biedne jelenie, przestraszone najprawdopodobniej przez grzybiarzy, po kilkunastu sekundach zawróciły i… przebiegły z powrotem, tyle że już całkiem blisko mnie.
Takich emocji to dawno nie miałem 🙂





