W tym sezonie w mojej okolicy odkryłem dwa miejsca, gdzie rosną sobie maki.





W tym sezonie w mojej okolicy odkryłem dwa miejsca, gdzie rosną sobie maki.





Od paru ładnych dni, a może nawet od tygodnia kwitnie sobie w ogrodzie niziutka lilia.



Na liściach wiązu zauważyłem dziwne narośla. Pomyślałem, że to muszą być jakoweś galasy.

Odważyłem się i rozłupałem jednego, a tam taka sytuacja.

Z tego co wyczytałem w necie może to być bawełnica jakaś. Czyli taki rodzaj mszycy.

To był jeden z tych razów, kiedy na łeb, na szyję gonię po aparat. Na jednym z krzaczków w ogrodzie zauważyłem tego dosyć dużego chrząszcza i nie zastanawiając się pobiegłem do domu po aparat.


Pstryknąłem sobie tak od niechcenia, a tu mimo wiejącego wiatru udało się złapać ostrość. Rzecz działa się na kłosie jęczmienia.

Po raz pierwszy spotkałem takiego granatowookiego owada. Kiedy zauważyłem go w gęstej trawie, nawet nie próbowałem odchylać trawy, na której siedział, żeby nie uciekł. Udało mi się zbliżyć aparat tylko od góry. Zrobiłem to jedno jedyne zdjęcie, a owad zaraz uciekł.

Po raz pierwszy udało mi się wypatrzeć te pluskwiaki podczas tej czynności. Ze względu na kiepskie warunki uzyskałem płyciutką głębię ostrości, ale i tak zdjęcie cieszy 😉

Pamiętam, że wracałem z fotografowania o zmierzchu bez nadziei na jeszcze jakiś kadr, kiedy na ździebku zauważyłem dwa identyczne pluskwiaki, na dodatek ustawione w identycznych pozycjach.
