Na dzisiaj zachomikowałem kilka jesiennych ujęć znad zalewu w Kamionce.



Na dzisiaj zachomikowałem kilka jesiennych ujęć znad zalewu w Kamionce.



Czy silny wiatr jest gwarantem kolorowego poranka? Nie zawsze, ale bywa. Bywa oczywiście tylko wtedy jeśli dodatkowo układ chmur jest odpowiedni. I tak właśnie było dziś rano.
Nade mną chmury, a kilkadziesiąt kilometrów dalej na wschodzie czyste niebo. Z mojego punktu widzenia był to tylko cienki pasek bez chmur tuż nad horyzontem, ale to wystarczyło do powstania tych wspaniałych kolorów!
A te zmieniały się z minuty na minutę. Trzeba było być czujnym i wyczekiwać na tym zimnym wietrze najodpowiedniejszej chwili. Ten niemożliwy do opisania róż pojawił się na dwanaście minut przed wschodem słońca i trwał jedynie kilka minut.



Pogoda taka, że przez cały tydzień nie zrobiłem zdjęcia. A nie! To dlatego że dzień jest tak krótki, że cały spędzam w pracy 😉 Wspominam zatem słoneczny dzień sprzed około tygodnia.



Czekam na dni z fajnymi warunkami do fotografowania i do jazdy na rowerze. Dokładnie to czekam na taki weekend, bo w tygodniu rano przed pracą ciemno, to samo po pracy. Tymczasem dziś wspominkowo sprzed półtora tygodnia.



Las o każdej porze roku może wyglądać pięknie. A powolna jazda po leśnych ścieżkach może sprawić wiele przyjemności i mieć wiele korzyści dla zdrowia. Samo wdychanie tych wszystkich naturalnych olejków eterycznych robi dużo dobrego, poza tym ruch i wyłączenie myślenia. Można by tak godzinami….




Jak tak jeżdżę po mojej okolicy, to od czasu do czasu skieruję obiektyw w stronę kościołów. Poniżej Czarna Sędziszowska, Góra Ropczycka, Sędziszów Małopolski i Zagorzyce Górne w moich listopadowych kadrach.




Podczas jednego z tych listopadowych mglistych mroźnych poranków odwiedziłem pobliską hodowlę konika polskiego. Im mróz nie przeszkadzał, skubały trawę, spacerowały i wierzgały. Widocznie też lubią taką pogodę. No i niedługo hodowla się powiększy, jak widzę.



Kiedy po długich dniach z chmurami w końcu wychodzi słońce, nie mógłbym inaczej spędzić dnia, niż na rowerze. Gorąco co prawda nie było, ale aby nie zmarznąć to jest tylko kwestia ilości warstw odzieży 🙂



Teraz mamy w końcu od piątkowego popołudnia w miarę pogodnie, ale w poprzednich dniach dominowało zachmurzenie, wilgoć, przymrozki i mgła. A jak była mgła, to musiała się też pojawić szadź.
Błądziłem po tych zamglonych rewirach w poszukiwaniu kadrów. Wyczekiwałem na krótkie chwile, kiedy łaskawie pojawiały się przebłyski słońca. Dopiero wtedy to wszystko nabierało prawdziwej magii.



Co za widowisko! Niby zwykły wschód księżyca w pełni, ale… ma on zawsze w sobie coś magicznego. Coś, co przyciąga i co miesiąc każe wyszukiwać coraz to nowe miejscówki, albo i stare, ale żeby tam być, czekać i obserwować ten niezwykły widok.
Dziś o dziwo pogoda poprawiła się na tyle, że wieczorem mieliśmy bezchmurne niebo, więc mimo chłody i wiatru zaczaiłem się pod lasem na naszego satelitę. Nie zawiódł mnie i tym razem, więc mamy jak dla mnie epicką fotę 🙂
