We wspomnieniach

W piątek wieczorem nie było ani grama śniegu, ale kiedy w sobotę rano się obudziłem i zobaczyłem przez okno jak intensywnie pada, już wiedziałem jak spędzę poranek. Oczywiście w lesie. Oblepione świeżym śniegiem drzewa, to jest to, co bardzo lubię zimą.

Początek spaceru to chmury i resztki opadów, ale później…. później na krótkie chwile zaczęło wyglądać słońce i to wtedy było najpiękniej. Bajkowy świat, który starałem się uwiecznić nie tylko na zdjęciach, ale i zapisać w głowie, we wspomnieniach.

Listopad

Listopadowe mgły. Listopadowe rudości. Listopadowa temperatura. Listopadowy poranek. To miesiąć, którego można nienawidzić, ale można i kochać. Wszystko zależy od aury. Plucha, wiatr i deszcz to nie jest pogoda, która da się lubić, ale już umiarkowany chłodek, lekki wiaterek i zamglone krajobrazy w kolorze, jaki tylko może nam zaserwować ten jesienny miesiąc, już tak.

Pozostaje wyczekiwać tych własnie chwil z pogodą nadającą się, by wyjść z domu i powędrować… tak naprawdę gdziekolwiek – do parku, lasu, nad rzekę, czy po prostu w szczere pola. Łyknąć świeżego powietrza i zażyć ruchu.

Rudo

O ile październik kojarzy się z jesienią pełną barw, o tyle w listopadzie dominuje kolor rudy. I w lesie i na polanach. I to jest fajne. Reszta już nie jest tak fajna. Ani wiatr, ani deszcz, ani ziąb.

W miarę możliwości wbijam sie w krótkie okienla pogodowe ze względnie dobrą pogodą i wybywam na spacer, czy na rower. Nie będzie pogoda rządzić moim życiem i dyktować mi warunków! Nie przestanę przez nią nagle robić tego, co tak bardzo lubię 😉

Żeby nie zardzewiał

Zmrok przychodzi tak szybko. Wychodzę z pracy to jest już ciemno. Nie ma się jednak co załamywać, bo tak jak można jeździć rowerem po ciemku, bo przecież są lampki, tak i można fotografować po ciemku, bo przecież jest długi czas naświetlania.

Zatem, gdy tylko pogoda sprzyja i mam ochotę to fotografuję również po zmroku. Nie ma innego wyjścia, jeśli się nie chce, aby aparat zardzewiał 😉

Wyżowy wieczór

Lato to dzień w dzień bezchmurne niebo, albo zasnute całkowicie chmurami podczas burz. Jesień daje nam przeplatankę i to lubię. Pogoda może przynieść papierowe, nijakie niebo, ale jest też spora szansa na szałowe kolory podczas częściowych rozpogodzeń.

I tak właśnie było podczas jednego z prwie bezwierznych, wyżowych listopadowych zachodów słońca.