Niewiele widać?

Niewiele widać? Ja też niewiele widziałem. Bo pierwsze trzy zdjęcia zrobiłem około godziny 3:20! A na liczniku miałem już prawie 20 kilometrów.

Tak, wstałem i wyjechałem o nieludzkiej porze tylko po to, żeby z siodełka podziwiać wschód słońca. Tyle że ten spektakl zaczął się dużo, dużo wcześniej niż sam moment pojawienia się tarczy nad horyzontem.

Niebo powoli budziło się do życia. Już dwie godziny przed porą wschodu słońca malowało się kolorami, które wynagrodziły każdą minutę wyrwaną ze snu. A dzięki takim widokom po drodze jechało się przyjemniej mimo egipskich ciemności.

Opublikowane przez Witold Ochał

Projekty? Sesje? Plenery? Nie, ja tylko fotografuję.

Dodaj komentarz