Kapliczki i kościóły jakoś wpadają mi w oko. I w obiektyw. Zawsze z chęcią zatrzymam się, zsiądę z roweru, wyciągnę aparat i zrobię fotkę. Najbardziej przy tych starych. Z klimatem.




Kapliczki i kościóły jakoś wpadają mi w oko. I w obiektyw. Zawsze z chęcią zatrzymam się, zsiądę z roweru, wyciągnę aparat i zrobię fotkę. Najbardziej przy tych starych. Z klimatem.




Zanim trzy lata temu zacząłem po raz kolejny przygodę z rowerem, nie odpuszczałem żadnego zachodu słońca. Gdy tylko miałem możliwość, uderzałem w teren. Teraz dużo, dużo rzadziej i przyznaję, że brakuje mi pięknych kolorów na niebie. Ale nic na to nie poradzę, że jedna pasja wygrywa z drugą. No przynajmniej na razie.



Miałem pojechać rano, równo ze wschodem, ale gdy zobaczyłem tylko siedem stopni na termometrze, to się nie odważyłem. Poczekałem do siódmej i dopiero wtedy wsiadłem na rower, aby szurnąć kolejną setkę.
Tym razem pojechałem na południowy zachód, gdzie nie brakuje górek, ale i pięknych widoków. Z rzadka sięgałem po aparat, ale jednak kilka pamiątkowych fotek wpadło.





Najpierw groźnie wyglądający szelf. Ja w tym momencie niestety bez aparatu zwiewałem w podskokach do samochodu ze spaceru. Później konkretna ulewa, która zmoczyła grzbiet, bo trzeba było jeszcze na zakupy.
Ale kiedy wróciłem do domu po aparat i pojechałem na miejscówkę, wiedziałem że tęcza będzie już moja.



W dolinach mgły. Na pagórkach czysto, ale pochmurno. Pierwsze promienie słońca zobaczyłem dopiero po kilkudziesięciu kilometrach rowerem, kiedy chmury się rozeszły, a mgła zaczęła rozpraszać.
To zdecydowanie najpiękniejszy moment pamiętnego poranka. Bo potem złapał mnie deszcz, a ja w popłochu szukałem jakiegoś dachu. Udało się, ale na szczęście deszcz nie trwał długo i reszta wyprawy minęła w ciepłym słoneczku.




Muszę się dziś czymś pochwalić. Otóż wczoraj minęło dokładnie 14 lat, od kiedy prowadzę bloga! W tym czasie wpadło 4 312 wpisów z 12 000 zdjęć!
A tymczasem dziś kolejne zdjęcia z mglistego i wilgotnego poranka po deszczowej nocy.




Sobota, godzina trzecia czterdzieści pięć nad ranem. Dzwoni budzik, otwieram jedno oko i od razu je zamykam z powrotem. Po chwili jednak przypominam sobie, że to nie do pracy a na rower trzeba wstać.
To zupełnie inna sprawa, z chęcią zrywam się z łóżka i godzinkę później podziwiam ten cudowny widok wschodzącego słońca nad rozległą doliną spowitą mgłami. A to dopiero początek fajnych widoków.




🍀 Wróciłem z terenu i zaraz wracałem z powrotem w teren, gdy zobaczyłem co zaczyna dziać się na niebie. Co ciekawe – najlepsze kolory były na północy (z leciutkim odchyleniem na zachód)! Pierwsze zdjęcie to panorama 180°. Sam autor tego wpisu oniemiał i zastygł w bezruchu do autoportretu.



W moich stronach już raczej po makach. Na trzech miejscówkach, gdzie były całe pola tych czerwonych kwiatów, nie pozostał po nich ślad. Jak szybko i znienacka się pojawiły, tak szybko zniknęły. Jak to maki.




Mówili, nie rób zdjęć pod słońce. Dawniej tak mówili. A raczej pisali. Jeszcze kiedy w sieci istniały fora. I jeszcze całe mnóstwo innych zasad. A ja mówię, fotografuj w którą stronę chcesz, nawet i pod ostre słońce. Eksperymentuj, a może czasem uda się zrobić coś ciekawego 🙂
Piszę to oczywiście w formie żartu. Zasady w fotografii są pewnie ważne, ale równie ważne jest, aby je łamać świadomie. I co do kadru i co do pory fotografowania. Ale przede wszystkim najważniejsze jest, aby fotografowanie fotografującemu przynosiło radość. Niezależnie od efektu.


