Migawki po burzy

Lubię, gdy w pogodzie jest dynamicznie. Można wtedy liczyć na ciekawe zjawiska na niebie. Trzeba być tylko czujnym i najlepiej siedzieć gdzieś na jakiejś górce schowanym w samochodzie i czekać na rozwój sytuacji.

Mnie do tego brakuje cierpliwości, ale na bieżąco śledzę, co dzieje się się na niebie i jestem gotowy do wypadu w teren. Poniżej trzy foty z sobotniego wieczoru. Widowiskowo podświetlona potężna chmura, malutkie chmurki mammatus i zachód słońca za pobliskim kościołem.

Droga wijąca

Na szczęście przerwa od roweru nie musiała być zbyt długa. Po półtora tygodnia wsiadłem z powrotem na siodełko i na dzień dobry trafiłem na bardzo klimatyczny wschód słońca.

Było już godzinę po wschodzie, ale słońce dopiero co wyszło zza chmur wiszących nad horyzontem. Na dzień dobry odbiłem na wijącą się zakrętami polną drogę, która w tym świetle wyglądała wyjątkowo malowniczo.

Zapadło w pamięć

Mam tam blisko i często stamtąd fotografuję. Pewnie dlatego zachowały się fotki, których tu jeszcze nie pokazywałem. Pamiętam, że był to lipiec i urzekły mnie wtedy te podświetlone trawy. Podświetlone słońcem, które na sam koniec dnia znalazło sobie wąski bezchmurny pas tuż nad horyzontem.

Kilka chwil, ale na tym polega wyjątkowość zachodów słońca. Trwają krótko i być może dlatego zapadają nam w pamięć…