Odkryte

Są takie miejsca — i to, jak się okazuje, prawie tuż pod domem — które zachwycają od pierwszego spojrzenia. Głębokie na kilkanaście metrów, trudne do pokonania wąwozy, pokryte grubym dywanem liści.

Właśnie w takie miejsce trafiłem w ubiegłym tygodniu podczas spaceru. Śmiem twierdzić, że ludzka stopa raczej tam nie bywa — a jeśli już, to zdecydowanie nie za często.

Trzy akty jednego wieczoru

Rowerowa wycieczka, a w gratisie spektakl na niebie w trzech odsłonach!

🔸 Akt pierwszy: ciepłe barwy i zachmurzone niebo – myślę sobie: „Może coś z tego będzie?”…

🔹 Akt drugi: po zachodzie, zatrzymałem się na wiadukcie nad autostradą – chłodne odcienie, zupełnie inny klimat.

🔺 Akt trzeci: jazda zakończona, ale na niebie zaczyna się jeszcze lepszy spektakl. Patrzę w górę… i co widzę? Niebo w kolorze czerwonym!

Ktoś by powiedział, emocje jak na czeskim filmie! No raczej nie dla mnie, ja to uwielbiam 🙂

Cuda o poranku

Takie mgliste poranki mogłyby zdarzać się częściej. Gdzie się nie obejrzę, tam gotowy kadr na zdjęcie. Nie inaczej było pewnego ranka w mijającym tygodniu – mgły snuły się leniwie nad polami, światło było miękkie i klimatyczne, a ja już wiedziałem, że to będzie udany fotograficznie poranek.

Jedyny problem? Czas. Bo choć w głowie miałem kilka miejsc, do których warto byłoby zajrzeć, to zegarek brutalnie przypominał, że praca sama się nie zacznie. Ale co tam, parę minut na szybkie kadry musiało się znaleźć – takie warunki nie zdarzają się codziennie!

Mgieł i brak drugiego śniadania

Wtorkowy poranek. Budzę się przedwcześnie. Przeciągam się, zerkam przez okno… i momentalnie dochodzę do siebie. Mgieły!

Nie zabieram ze sobą nawet drugiego śniadania, ale zamiast tego biorę aparat, wskakuję do auta i pruję w plener. Po drodze do pracy muszę zaliczyć jeszcze na szybko kilka miejscówek.

Oniemiewam. Mgły snujące się leniwie nad polami, niziutkie słońce dające cudne, miękkie światło, cisza i ziąb – ale taki przyjemny. Wspaniałe warunki, cieszę się jak dziecko w Legolandzie, a może i bardziej.

Rowerowe wyprawy: Więcej niż zdjęcia

Rowerowe wyprawy to pasja, która oprócz fotografii zdominowała ten blog. Czasem to tylko krótka przejażdżka po okolicy, innym razem długie trasy, które zostają w pamięci na długo. Każda wyprawa ma coś wyjątkowego – piękne widoki, momenty, które po prostu trzeba uchwycić na zdjęciu. Czasem jest to niezliczona liczba zdjęć, innym razem tylko jedno lub dwa. A wiele razy w ogóle nie fotografuję, tylko po prostu jadę. 🙂

Deszcz, co nie chce spaść

Virga? Co oznacza to tajemniczo brzmiące słowo? To taki deszcz, który wylatuje z chmury, ale nigdy nie dociera do ziemi – bo wcześniej wyparowuje. I właśnie takie zjawisko udało mi się złapać w wyjątkowych okolicznościach – nad kapliczką ze św. Nepomucenem, w towarzystwie zachodzącego słońca. A jak wiadomo, zachód słońca to najlepszy reżyser – pięknie podświetlił chmurkę i sprawił, że cała scena wyglądała wręcz bajecznie. Warto często spoglądać w niebo, bo nigdy nie wiadomo, co spektakularnego tam się akurat dzieje!

Mała chmurka, wielki efekt

Niby niepozorna, ale kiedy na niebie nie dzieje się nic bardziej spektakularnego, to dobre i to. Trzeba znaleźć odpowiedni kadr, żeby ta chmurka stała się ozdobą zdjęcia – a może nawet jego głównym bohaterem.

W takich momentach fotograf czuje dreszcz ekscytacji – bo wie, że to jego chwila, żeby zrobić z czegoś małego coś wielkiego. Trzeba działać szybko, bo światło się zmienia, a taka okazja może się już nie powtórzyć.