Hipnotyzujące

Poranek nad stawem. Delikatnie prześwitujące przez gałęzie słońce ledwo przebijało się przez lekką mgiełkę unoszącą się w powietrzu. Wyciągnąłem teleobiektyw i poszukałem kilku kadrów pokazujących, jak światło maluje detale.

Spokojna i magiczna chwila. Czas zwolnił, serce uspokoiło tętno po kilkudziesięciu kilometrach jazdy rowerem. Te odbicia w wodzie były hipnotyzujące…

Kolejny twór

Dziś parę zdjęć archiwalnych. Zrobione zaledwie dwa lata temu, a krajobraz w tym miejscu zmienił się całkowicie. Wszystkie drzewa, co do jednego, zostały wycięte, a w ich miejscu powstaje nowa droga z chodnikami po obu stronach jezdni.

Z jednej strony żal mi tej pięknej alejki, a z drugiej rozumiem, że cywilizacja „musi” iść naprzód. Tylko pytanie, czy decydenci posadzą wzdłuż niej nowe drzewa? Czy powstaje kolejny twór pośród pól, gdzie nikt nie będzie chodził, a chodniki zarosną trawą… Bo takie miejsca w okolicy już mamy….

Zwyczajne

Dziś kilka zwyczajnych fotek, zwyczajnych krajobrazów, które wpadły mi w oko podczas przejażdżek rowerowych. Nic nadzwyczajnego, a jednak mają w sobie coś, co sprawia, że zahamowałem i zwróciłem na nie uwagę. Czasem to tylko światło padnie pod fajnym kątem, czasem jakaś droga, opuszczony dom, czy drzewo zrobi robotę.

I choć to codzienne widoki, to właśnie w nich najczęściej kryje się najwięcej uroku.

Nie poddaję się

Nie poddaję się pogodzie i ruszam na rower, gdy tylko mam chwilkę czasu. Od czasu do czasu wyciągam smartfona i pstrykam zdjęcie, jeśli coś wpadnie mi w oko. Przystanki nie mogą jednak trwać zbyt długo, bo zimno jak diabli.

A mimo to takie krótkie wypady potrafią świetnie przewietrzyć głowę. No i zawsze istnieje szansa, że trafi się jakiś kadr, który warto zabrać ze sobą do domu.

Jeden problem

Najnowsze prognozy pogody wskazują na najbliższe dwa tygodnie bez śniegu. Z dodatnimi temperaturami i zmienną pogodą. Wiatr – bez wiatru, deszcz – bez deszczu, chmury – słońce. No może tego słońca dużo nie będzie, ale miejmy nadzieję, że jednak odrobinę się pojawi.

A jak zmienna pogoda, to szansa, choć pewnie niewielka, na piękne wschody i zachody słońca. Problem jest tylko jeden – jak wschodzi, to ja już jestem w pracy, a jak zachodzi, to ja z niej dopiero wracam…

Optymizm

Pozwolę sobie wrócić wspomnieniem do końcówki października i mojego spaceru po niezwykle malowniczych terenach Pogórza Strzyżowskiego. Wyczekane wtedy chwile ze słońcem przyniosły prawdziwy wybuch barw, które w tym świetle stawały się jeszcze bardziej wyraziste.

Rześkie powietrze, przyjemna temperatura, a złote światło tak miękkie, że nawet zwykłe krzaki wyglądały na egzotyczne. No i oczywiście wróciłem z kartą pełną kadrów, które teraz podczas szarugi dodają nieco optymizmu.

Brak prądu

Pozwólcie, że wspomnę jeszcze o zimowym incydencie sprzed półtora tygodnia. Podczas trzeciego dnia opadów wybrałem się na spacer po lesie i zastałem tam prawdziwie bajkowy klimat. Niestety ciężki śnieg połamał wiele drzew i obawiam się, że straty w lasach będą spore.

W taką pogodę wydawało mi się, że będę w lesie sam, ale na ten sam pomysł wpadło wielu innych ludzi, być może przez przerwy w dostawie prądu. W domu nie było nic do roboty, a w lesie było tak pięknie.