Daleko stamtąd

Ostatnio przytrafiła się mała kontuzja, ale kiedy tylko poczułem się lepiej od razu wyskoczyłem na spacer z aparatem. Całkowite zachmurzenie w niczym mi nie przeszkadzało. Jak zwykle poszedłem i czekałem, co przyniesie mi los.

Tym razem byłem praktycznie otoczony przez sarny. Spotkałem dwa kilkunastoosobnikowe stada i trzy mniejsze. Powolutku krok za krokiem udało się podejść do kilku z nich i zrobić foty. Tego dnia były wyjątkowo wyluzowane i mało przejmowały się moim widokiem.

Niestety wracając spotkałem kilka samochodów z myśliwymi. A więc niestety polowanie. Mam głęboką nadzieję, że sarny były już wtedy daleko stamtąd.

Małe i jadowite, ale nie wszystkie

Tak mi się pomyślało, że fajnie, gdyby już była wiosna. Lubię wtedy wziąć ze sobą obiektyw do makrofotografii i podglądać owady. Od tego zaczynałem swoją świadomą przygodę z fotografią, jakieś 14 lat temu. Wtedy do fotografowania używałem zwykłej „małpki” z dużym zoomem i nakładki Raynoxa. Wspomagałem się światłem lampy błyskowej rozproszonym wymyślonym przeze mnie i własnoręcznie zrobionym dyfuzorem.

Dziś trzy fotki z ubiegłego lata. Na pierwszym jusznica deszczowa (Haematopota pluvialis). Mimo hipnotyzujących oczu to jeden z bardziej jadowitych owadów w kraju. Jej ukąszenie naprawdę potrafi boleć kilka dni.

Kraśnik pięcioplamek (Zygaena trifolii) to sympatyczny niewielki i malowniczy motyl.

Na koniec malutki odorek zieleniak (Palomena prasina). Chyba najpopularniejszy, przynajmniej w mojej okolicy sympatyczny pluskwiak.

Spotkania niewymuszone

To było to, za czym chodziłem po lesie. Najpierw bliziutko mnie przebiegła jedna sarna. Kątem oka zauważyłem, że biegną kolejne dwie. Przykucnąłem, wymierzyłem obiektywem w miejsce, gdzie przebiegną i czekałem.

Czułem jak czas spowalnia. Te dwie sekundy trwały dla mnie z minutę. W końcu wbiegły na drogę i… przystanęły! Najpierw odwrócone tyłkami do mnie przyglądały się się ludziom widocznym w tle. Potem niespiesznie odwróciły się w moją stronę. Kiedy już wszystko było obczajone, pobiegły dalej w swoją stronę.

Nic nie zastąpi spotkania dzikiej zwierzyny oko w oko. Nie z samochodu, nie z czatowni, nawet nie z roweru. Za każdym razem te same emocje. Może to nienormalne, że się tym tak ekscytuję, ale mnie to jakby serio kręci. Te przypadkowe, niewymuszone spotkania.

Wschód Księżyca | 10.10.2022

Przeglądając archiwum natknąłem się na to wcześniej nie publikowane zdjęcie. Od razy wróciły wspomnienia. Już tak mam, że zobaczę archiwalną fotkę, później przeglądnę inne z owego pleneru i okoliczności ich powstania stają mi przed oczyma.

Tego wieczoru na miejscu zjawiłem się wyjątkowo wcześnie. Po to, aby pospacerować po okolicy i być może zrobić jeszcze inne zdjęcia, niż tylko księżyca. Światło było niesamowite, a ja ze wzniesienia miałem rozległy widok na okolicę.

Kiedy nadeszła pora wschodu zająłem miejscówkę i czekałem. Księżyc pojawił się nad budynkiem po lewej od kościoła. Wznosząc się trafił na niepozorny obłoczek, który połowę naszego satelity pomalował na czerwono. Druga połowa pozostawała pomarańczowa.

Ułamek minuty, krótka chwila, która nigdy więcej się nie powtórzy. Ja mam ją zachowaną dla siebie. I dla Was.