Dobra pogoda sprzyja włóczędze rowerem po okolicy. A tam zazwyczaj uda się wypatrzeć coś, co warto uwiecznić. W ten najpiękniejszy czas w roku. Przez te najbliższe dni, kiedy wszystko zaczyna tętnić życiem. Łapmy te chwile, bo są one bardzo ulotne.




Dobra pogoda sprzyja włóczędze rowerem po okolicy. A tam zazwyczaj uda się wypatrzeć coś, co warto uwiecznić. W ten najpiękniejszy czas w roku. Przez te najbliższe dni, kiedy wszystko zaczyna tętnić życiem. Łapmy te chwile, bo są one bardzo ulotne.




Robi się coraz bardziej biało. Biel i ten niepowtarzalny świeży odcień jasnej zieleni. To właśnie teraz się dzieje. Dużo wcześniej niż zazwyczaj. Najpiękniejszy okres wiosny.



Spacerowałem sobie po takich bezdrożach, że sam do końca nie wiedziałem, gdzie jestem. W oddali dostrzegłem stary paśnik dla zwierząt i w tym samym momencie wskoczyła na niego wiewiórka. Hycnęła szybko dalej w zarośla, ale udało się zrobić tę jedną fotkę.

Te kaczeńcowe dywany mam bardzo niedaleko od siebie, a tak rzadko się do nich wybieram. W tym roku postanowiłem dobrnąć na te podmokłe łąki i zrobić kilka fotek.



Brakło tylko słońca. Nawet wiatr bardzo nie przeszkadzał, no i było przyjemne prawie 20° C. Wsiadłem na rower i objechałem okolicę w poszukiwaniu wiosennych kadrów.




Nic nowego nie napiszę i nic nowego nie pokażę. Nic innego poza kolejnymi kadrami z moich rowerowych wojaży. Wypatrzone i uwiecznione. Swoisty klimat chwili i miejsca. Pozostanie na zdjęciu i w mojej pamięci.




To jeszcze nie jest to. To jeszcze nie są te wiosenne widoki pełnie soczystej zieleni i drzew owocowych ukwieconych na biało. Ale jest to już bardzo blisko. Lada dzień. To wszystko koniecznie podziwiane po wschodzie słońca, albo przed zachodem. Światło złotej godziny maluje najpiękniej.




W takiej szkole to chyba wiedza łatwiej wchodzi. Podczas jednej z moich wypraw rowerowych zajechałem pod Zespół Szkół w Tyczynie, który mieści się w dawnym pałacu Wodzickich. Piękne budynki i urokliwy park. Aż się dziwię sam sobie, że wcześniej tam nie trafiłem.



Długa droga za mną. Końcówka dnia zastała mnie w jednej z moich od niedawna ulubionych miejscówek. Niebo zaczęło robić się różowe. Z chwili na chwilę nabierało coraz intensywniejszych kolorów. Porzuciłem mój wehikuł i sięgnąłem po aparat. To trzeba było uwiecznić.



To był Wielki Piątek. Krótko przed zachodem. Zabrałem rower na gościnne występy w okolice Przemyśla. Na niebie miał miejsce przepiękny zachód słońca.
Pędziłem jak szalony w poszukiwaniu miejsca do zrobienia zdjęć. Nie znam tamtych terenów za grosz, więc liczyłem na łut szczęścia. Znalazłem trzy miejscówki na czas.


