Migawki po burzy

Lubię, gdy w pogodzie jest dynamicznie. Można wtedy liczyć na ciekawe zjawiska na niebie. Trzeba być tylko czujnym i najlepiej siedzieć gdzieś na jakiejś górce schowanym w samochodzie i czekać na rozwój sytuacji.

Mnie do tego brakuje cierpliwości, ale na bieżąco śledzę, co dzieje się się na niebie i jestem gotowy do wypadu w teren. Poniżej trzy foty z sobotniego wieczoru. Widowiskowo podświetlona potężna chmura, malutkie chmurki mammatus i zachód słońca za pobliskim kościołem.

Droga wijąca

Na szczęście przerwa od roweru nie musiała być zbyt długa. Po półtora tygodnia wsiadłem z powrotem na siodełko i na dzień dobry trafiłem na bardzo klimatyczny wschód słońca.

Było już godzinę po wschodzie, ale słońce dopiero co wyszło zza chmur wiszących nad horyzontem. Na dzień dobry odbiłem na wijącą się zakrętami polną drogę, która w tym świetle wyglądała wyjątkowo malowniczo.

Upał mnie pokonał

Upał mnie pokonał. I uwielbiające go bąki i komary. Jedynie wcześnie rano wyszedłem do ogrodu z aparatem. Znaczy sie nie tak bardzo wcześnie, tylko jak się wyspałem, czyli koło dziewiątej. Udało się uwiecznić kilka makroscenek.

Duża muchówka z dużymi oczami wyglądała obłędnie. Obłędnie i dostojnie. Pozowała niczym urodzona modelka.

Przestrojników trawników (Aphantopus hyperantus) lata po ogrodzie całe mnóstwo.

Biedronkę siedmiokropkę (Coccinella septempunctata) każdy zna.

Sporo jest też różnego rodzaju prostoskrzydłych.

Zapadło w pamięć

Mam tam blisko i często stamtąd fotografuję. Pewnie dlatego zachowały się fotki, których tu jeszcze nie pokazywałem. Pamiętam, że był to lipiec i urzekły mnie wtedy te podświetlone trawy. Podświetlone słońcem, które na sam koniec dnia znalazło sobie wąski bezchmurny pas tuż nad horyzontem.

Kilka chwil, ale na tym polega wyjątkowość zachodów słońca. Trwają krótko i być może dlatego zapadają nam w pamięć…

Silvius alpinus – najbardziej hipnotyzujący owad w Polsce

Fotografia makro, to nie jest łatwy kawałek chleba. Po pierwsze trzeba zadbać o odpowiednie światło. Ja preferuję fotografowanie, kiedy niebo zasłonięte jest chmurami tworzącymi naturalną blendę. Jeśli w słońcu, to tylko bardzo krótko po wschodzie lub przed zachodem.

Po drugie owad musi usiąść w miejscu, gdzie będzie można uzyskać rozmyte tło. Obowiązkowo nie może się ruszać. Dobrze jak bardzo nie wieje. Nie muszę dodawać, że aby te wszystkie warunki były spełnione, trzeba poświęcić naprawdę dużo czasu.

Jeśli już się uda, zbliżam się ostrożnie z aparatem i robię serię zdjęć. I to nadal nie jest gwarancja dobrego zdjęcia. Bywa, że żadne z nich nie wychodzi mi ostre. Dziś to owad przyleciał do mnie, usiadł na spodniach i zaczął przecierać oczy. Bynajmniej ze zdumienia — to ich taka toaleta.

Mogłem aparat oprzeć o nogę i fotografowanie było łatwe. A sam owad, przyznacie niezwykły. Obstawiam, że to najbardziej hipnotyzujący owad w Polsce!

Silvius alpinus