Do przodu dwie pary, czyli cztery sztuki, w jeden bok jeszcze dwa i w drugi kolejne dwa. Taki pająk to ma dobrze, nawet jeśli straci któreś oko to i tak mu jeszcze dużo ich zostaje…


Do przodu dwie pary, czyli cztery sztuki, w jeden bok jeszcze dwa i w drugi kolejne dwa. Taki pająk to ma dobrze, nawet jeśli straci któreś oko to i tak mu jeszcze dużo ich zostaje…


Kilka dni temu pokazywałem już pierwsze w tym roku krokusy, ale teraz mam te wyhodowane na własnej… no nie piersi, ale na własnej ziemi 😉 Zakwitły pewnie jakiś czas temu, ale dopiero wczoraj miałem okazję je sfotografować. Podobnie jak przebiśniegi.



Kobyliczka gościła u mnie już co najmniej raz. Tę fotografowałem w czerwcu. Owady te nie są bardzo płochliwe i nie sprawiają niepotrzebnych trudności przy fotografowaniu.

To oczywiście zdjęcia z tamtego roku. Żaby w moim stawiku zaczynają rechotanie zazwyczaj pod koniec marca lub na początku kwietnia. W tamtym roku dopiero w drugiej dekadzie kwietnia. Teraz obstawiam połowę marca.


Zamek w Dubiecku (powiat przemyski) jest zamkiem tylko z nazwy. O ile zabudowania pochodzą z XIX i XX wieku, to wnętrze jest jak najbardziej teraźniejsze. Znajduje się tam luksusowy hotel i centrum konferencyjne. Wszystko opływa w luksusy, aczkolwiek nie wiem tego z autopsji, bo nie odważyłem się zaglądnąć do środka 😉




Kilka dni temu zgubiła swoje szkło kontaktowe. Teraz trawka po trawce przeszukuje teren…

Pan Józek z Chociul, słynny hodowca kurczaków nie zajmował się fotografowaniem swoich podopiecznych i to był jego duży błąd. Ja miałem ostatnio taką możliwość i nie omieszkałem uwiecznić co okazalszych egzemplarzy na zdjęciu. Szefem stadka jest kogut Marian.

I to o jego względy musi walczyć między innymi wdzięcząca się Leokadia.

Z kolei Józia niby obojętnie spaceruje tam i z powrotem, krokiem modelki od niechcenia co rusz spoglądając w stronę Mariana.

Jak zakwitają pierwsze krokusy, to chyba już powiew tej prawdziwej wiosny… Tak sobie tłumaczę. Te poniżej sfotografowałem nie dawniej jak przedwczoraj.


Już kilka razy widywałem gromady malutkich pajączków. Te miały pod nosem smaczny kąsek i byłem zdziwiony, że od razu go nie spałaszowały. Przecież takie młode stworzenia z pewnością muszą dużo jeść…


Z niedowierzaniem w oczach śledził tłuściutkiego bzyga siedzącego tuż obok. Jednak tak go ten widok i myśl o pysznym jedzonku zauroczyły, że nim się ocknął z zamyślenia, bzyg odleciał.
