Zachowywał się wyjątkowo obojętnie.

Sprawa wyjaśniła się szybko. Najprawdopodobniej dopiero się wylinił, bo pod liściem wisiało jeszcze jego stare ubranko.


Zachowywał się wyjątkowo obojętnie.

Sprawa wyjaśniła się szybko. Najprawdopodobniej dopiero się wylinił, bo pod liściem wisiało jeszcze jego stare ubranko.


W pochmurny dzień wyszedłem z aparatem do ogrodu bez większych nadziei na jakiekolwiek kadry. A tu na liliowcu zauważyłem, dużą ważkę, która najprawdopodobniej suszyła skrzydełka po deszczu.



Z okazji Dnia Dziecka, wszystkim przedszkolakom życzę spełnienia dziecięcych marzeń 😉
W sobotę przechadzając się po ogrodzie spostrzegłem dziwny ruch na tui. To stadko pajęczych przedszkolaków szalało na sieci. Pierwsza myśl – bawią się w berka… nie, nie, po prostu chaotycznie biegały we wszystkie strony.
Dzisiaj spotkałem kolejne przedszkole, dodaje zatem jeszcze jedno zdjęcie, niestety mikroskopijna głębia ostrości, bo miejsce było mocno zacienione.


Leżałem sobie na trawie i fotografowałem fiołka, który jakimś cudem tam wyrósł, mimo regularnego koszenia. Coś mi załopotało za uchem i nieopodal przysiadł sobie motylek. Szybki obrót w prawo, podczołganie się kawałek i już był w moim obiektywie.


Podążałem przez środek łąki, gdy zobaczyłem coś dużego i białego. Dzień był raczej pochmurny i ponury, a duża biała ćma ucinała sobie drzemkę nie przejmując się pogodą.

Niedawno w mojej okolicy pojawiło się dużo ogromnych muszysk. Na razie wyglądają na ospałe i głównie przesiadują nieruchomo w trawie. Niedługo pewnie będą szukać swojej drugiej połówki i zaczną starać się o potomstwo.

Kiedyś przez pewien czas używałem elektrycznej, ale wróciłem do tradycyjnej. Wiosna jest fajna, na łące można znaleźć najprzeróżniejszości, między innymi ekologiczną szczoteczkę do zębów.

W zielonej gęstwinie zauważyłem coś ciemnego. To motylek siedział sobie cichutko i udawał, że go nie ma. Udało mi się o dziwo niepostrzeżenie z jednej strony poodchylać trawy i zrobić foto.

A takie cuda widzieliście?

Zdjęcie oczywiście odwrócone o sto osiemdziesiąt stopni. Chrząszcz, jak to ma w zwyczaju, podkurczył łapki i spadł na plecy jeden liść niżej.
– Kto to wymyślił tę modę z długą grzywką? Nic przecież na oczy do cholery nie widzę. – nie lubię używać brzydkich słów, ale przynajmniej jedno musiałem zacytować. Pan chrząszczyk, mimo że mikroskopijnych rozmiarów, był mocno zdenerwowany i klął jak szewc na swoją przydługą grzywkę, mimo czynności, którą wykonywał.
