Trzynaście i cztery

Jak mówiłem, że tam wrócę, to nie trzeba mi co tydzień przypominać. Wróciłem już w sobotę! Tym razem bez roweru, na własnych nogach, a dzięki temu mogłem nieco dokładniej eksplorować te dzikie stawy. Jak się domyślacie, skoro piszę te słowa, nie utopiłem się, choć kilka razy niewiele brakowało…

Poranek był mglisty i tylko czasami przez tę mgłę przedostawało się nieco światła. I bardzo dobrze! Dzięki temu zdjęcia wyszły niezwykle malowniczo, w takim miękkim, rozproszonym świetle. Bez ostrych kontrastów, za to z klimatem, który lubię. Jest malowniczo i epicko, a przynajmniej ja odnoszę takie nieobiektywne wrażenie.

Przyznam, że już dawno nie przywiozłem tylu zdjęć z jednej wyprawy, a trzynaście kilometrów i cztery cudownie spędzone godziny musi mi teraz wystarczyć na cały tydzień. Nie wiadomo, czy takie warunki jeszcze tej jesieni się powtórzą.

Opublikowane przez Witold Ochał

Projekty? Sesje? Plenery? Nie, ja tylko fotografuję.

Dodaj komentarz