Kiedy wyjeżdżam o świcie i na termometrze jest zaledwie 7 stopni, to wiem, że żyję. Takie temperatury są dla mnie idealne. Te wysokie w ciągu dnia, jak choćby wczoraj, jakoś do mnie nie przemawiają.
Gdy rano jest chłodno, pojawiają się mgły, a powietrze, mimo dużej wilgotności, jest czyste i rześkie mimo wilgotności.
No i te zapachy… Drzewa, trawy, pola. Nagle okazuje się, że to wszystko ma swój własny aromat. Nawet dla takiego chłopa jak ja, który nigdy nie może pochwalić się szczególnie dobrym węchem.




