Czy mi się wydaje, czy właśnie minęła połowa roku? Przecież dopiero co czekaliśmy, aż stopnieją śniegi, zrobi się trochę cieplej, nadejdzie wiosna i świat znowu zacznie się zielenić. Mam wrażenie, że to było dosłownie chwilę temu.
A tu już końcówka czerwca. Za mną dziesiątki wschodów słońca, setki przejechanych kilometrów i mnóstwo chwil, które jeszcze niedawno wydawały się odległymi planami. Czas pędzi jak szalony i nic na to nie poradzimy.
A właściwie… jedno możemy. Korzystać z każdego dnia. Wstać wcześniej, pojechać tam, gdzie jeszcze nas nie było, zrobić zdjęcie, usiąść na chwilę nad wodą albo po prostu wyjść na spacer. Nie czekać na idealny moment, bo bardzo często okazuje się, że właśnie ten zwyczajny dzień był tym najlepszym.




