Wypatrzyłem sobie to miejsce dzień wcześniej, ale wtedy pogoda była zupełnie inna. Zachmurzenie, mgła, ogólnie klimat bardziej do siedzenia w domu niż do robienia zdjęć.
Następnego dnia prognozy zapowiadały bezchmurne niebo od rana i niską temperaturę. Zostawiłem tym razem rower w domu i poszedłemna własnych nogach. Pospacerować, pooglądać i oczywiście coś sfotografować.
Warunki nie zawiodły. Udało mi się złapać te pierwsze chwile po wschodzie słońca, z delikatnymi mgiełkami i od samego początku ostrym, porannym światłem. Brodząc w rosie, wdychając intensywne zapachy wilgotnego poranka i słuchając dobiegającego z oddali klangoru żurawi.




