Chodzi lisek koło drogi…

A nawet kilka lisków! Wczoraj spotkałem co najmniej cztery. Pierwszy zwiał, zanim zdążyłem go porządnie zauważyć. Kolejny napatoczył się na mojej drodze i najwyraźniej niewiele sobie robił z mojej obecności, by po chwili pogonić w swoją stronę. Ale następne dwa to już był prawdziwy hardkor.

Udało mi się je podejść na kilkadziesiąt metrów i zza kukurydzy podglądać ich zabawy. Patrząc przez teleobiektyw, miałem wrażenie, jakbym sam hasał tam razem z nimi. Tyle że w rzeczywistości musiałem być absolutnie cicho i najlepiej w ogóle się nie ruszać.

Lisy zachowywały się zupełnie swobodnie, a kiedy przyszedł czas na odwrót, tyle samo uwagi poświęciłem na oddalenie się, żeby przypadkiem nie zepsuć im zabawy.

Opublikowane przez Witold Ochał

Projekty? Sesje? Plenery? Nie, ja tylko fotografuję.

Dodaj komentarz