Kiedy latem zaczyna kwitnąć lawenda, jest duża szansa, że spotkam na niej motyle.




Kiedy latem zaczyna kwitnąć lawenda, jest duża szansa, że spotkam na niej motyle.




– Tutaj na pewno nikt mnie nie zauważy. Mam przecież prawie ten sam kolor, co ściana. Pośpię sobie do zmroku, a potem ruszę w teren.

-Taki ładny kolor to i dobre chyba musi być… – mruczała pod nosem i wciągała ile się dało. Potem zwijała swoją trąbkę w sprężynkę, po czym wciągała dalej.

Spokojnie i miło. Ciepło i cicho. Tutaj najbardziej lubię spędzać wolne popołudnia.

Motylki udaje mi się fotografować nader rzadko. Tym większa moja radość z tego okazu.

Zazwyczaj odpuszczam sobie latanie za motylami, jeśli usiądzie i czeka, to OK, ale w innym przypadku daje mu spokój. tym razem nie odpuściłem, ale ostatnie 5 metrów nie chciałem ryzykować i uskuteczniłem czołganie się. Udało się 😉

Zawsze mnie ciekawiło, czy te kolce kłują, czy są miękkie jak włosy. Nigdy jednak nie odważyłem się tego sprawdzić.

Nie dość, że usiadł w plątaninie jakowyś chaszczy, to nie potrafił zagrzać miejsca na dłużej, niż kilka sekund. Kraśniki już tak mają, albo siedzą spokojnie i nic ich nie wzrusza (bardzo rzadko), albo mają ADHD (prawie zawsze).

A u Was był Mikołaj? U mnie i owszem, jeszcze latem przyfrunął…

Myślę, że to ćma, a nie motyl dzienny, bo mimo południowej pory wyglądała, jakby spała. To znaczy nie ruszała się, bo co do oczu, to ponoć owady śpią z otwartymi.

