Jedyny, którego udało mi się w tym sezonie sfotografować. Musiał się zamyślić i dlatego nie uciekał na mój widok.

Karłątek (Thymelicus)
Jedyny, którego udało mi się w tym sezonie sfotografować. Musiał się zamyślić i dlatego nie uciekał na mój widok.

Kiedy zaczynały kwitnąć lilie, na jednej z nich w naszym ogródku zadomowiła się poskrzypka liliowa. Spotykałem ją tam przez kilka dni, dopóki lilia nie rozwinęła kwiatów.

W poprzednim sezonie gdzie nie popatrzyłem, tam widziałem tygrzyka. Zacząłem się nawet martwić, że mam jakowąś fobię… W tym roku to jedyny egzemplarz jakiego dane mi było podziwiać. Na dodatek mieszka w naszym ogródku.

Jak one to robią, że aż tak pałają sympatią. Mowa o pędrusiach, mimo że trudne do sfotografowania ze względu na swój mikroskopijny rozmiar, to zawsze jakiś mi się nawinie przed obiektyw.

– Mniam mniam pyszna koniczynka. A jest jej tyle, że i teraz się najem i może na zimę coś zamarynuję.

Już ponad miesiąc temu trafiłem na malutkie galasy galasówki dębianki (Cynips quercusfolii). Na tym samym drzewie, co poprzedniego sezonu.


A co owady też lubią zaszaleć. Od czasu do czasu zamykają się w kuli do zorbingu i dawaj, lecą w dół obijając się o kolejne listki. Wygrywa ten, który z kuli wypadnie najpóźniej.

W czasie wojny na łące panuje powszechna mobilizacja. Schowany w śpiworze pomalowanym na moro i dodatkowo ozdobionym odstraszającymi kolcami, spoczywa motyl. Rano czeka go poważna misja. Zrzut napalmu na siedlisko biedronek azjatek.

– Gdzie są wszyscy…. W całym mieszkaniu nikogo nie ma. Ani taty, ani mamy, ani rodzeństwa. A miałem tak dużo braci i sióstr. Wszyscy rozeszli się w świat…- żalił się malutki pajączek, który został sam na wielkim źdźbłowym mieszakniu.

Ta paskuda prześladuje mnie co roku. Od kiedy fotografuję, spotykam go każdego sezonu. Urodą nie grzeszy… ma trochę za duży nos.
