Z okazji ostatniej przedmiesięcznicy astronomicznej wiosny 2017 gości u mnie Zgrzytnica zielonawa, którą udało mi się sfotografować w czerwcu ubiegłego roku. Wielce niecierpliwa i ciekawska nie omieszkała odwiedzić mojej dłoni.


Z okazji ostatniej przedmiesięcznicy astronomicznej wiosny 2017 gości u mnie Zgrzytnica zielonawa, którą udało mi się sfotografować w czerwcu ubiegłego roku. Wielce niecierpliwa i ciekawska nie omieszkała odwiedzić mojej dłoni.


Niech każdy obchodzi ten dzień jak lubi. A jak lubi, to wcale nie musi świętować akurat w walentynki 😉

– Wyróżniam się na łące swoim przecudnym kolorem – przechwalał się jeden chrząszcz – wy wszyscy jesteście tacy pospolici i nijacy, pochodzę że szlacheckiego rodu.



Musiał być mocno zmęczony, bo przednimi parami rąk kurczowo trzymał się zeschniętej łodygi. W pierwszej chwil zrobił kilka kroków, ale zaraz z powrotem bez sił opadł na brzuch. Nie mam pojęcia, co go tak wykończyło

Tego pokaźnych rozmiarów chrząszcza miałem okazję fotografować w maju poprzedniego roku. Znalazłem do w… łazience. Musiał się tam dostać przez otwór wentylacyjny. Wyglądał na wyczerpanego, wyniosłem go do ogrodu i zrobiłem kilka zdjęć. Kiedy za kilka chwil wróciłem, aby zobaczyć co z nim, jego już nie było. Ochłonął i wrócił do swojego świata.



Jak to niemowlak, całe ciałko pomarszczone 😛

– Albo po trawie, albo po palcu, nigdzie indziej się nie ruszę!

…i jak się odgrażał, tak zrobił.

Głównym podejrzanym o złożenie tych jajek jest według mnie ten chrząszcz. Zupełnie nieopodal siedziało dwie pary i jeszcze pojedyncze okazy.

Kiedy spacerowałem po łące uciekało mi spod nóg dziesiątki koników, ale ten jeden siedział spokojnie jakby czekając, aż zrobię mu zdjęcie.

Jeśli wczorajszy konik wyszedł na moją dłoń tylko na chwilkę, to ten chrząszcz z kolei wcale nie chciał ze mnie zejść. Wędrował po całej dłoni, a kiedy podkładałem mu liść, żeby na niego wszedł z powrotem, ani o tym myślał.

