Co przyniesie los

Dawniej jeździłem rowerem dla samego jeżdżenia. Najpierw, by z rzucić kilka nadprogramowych kilogramów. Potem dla ruchu, dla zdrowia. Teraz również jeżdżę owszem dla sportu, ale nieodłącznym elementem wybranych wypraw rowerowych jest fotografowanie. Nie na siłę. Czekając pokornie, co przyniesie mi los.

Pojechałem dalej

Zupełnie nieznane mi miejsce. Nawet nie wiem, jaka to miejscowość. Po prostu jechałem sobie w jedną z moich wypraw i nagle po wyjechaniu z lasu trafiłem na ten fascynujący widok. Morze mgieł i słońce, które lada chwila mogło się zza nich wyłonić. Na to jednak nie czekałem. Pojechałem dalej, aby odebrać to co przyniosą mi kolejne kilometry.

Pustka

Wyruszyłem jeszcze przez czwartą. Godzina jazdy przez las to było dosyć chwilami stresujące przeżycie. Zwłaszcza na wąziutkich porośniętych chaszczami drogach. Ale kiedy wyjechałem z lasu i trafiłem nad zalew…. o wszystkim zapomniałem, bo zauroczyła mnie ta pustka, cisza i spokój.

Znów ruszam

Jak to dobrze, że dziś już trzeba było iść do pracy i mogłem się wyspać do szóstej. A nie ciągle tylko budzik na czwartą, trzecią, a raz to i na wpół do trzeciej.

Żart oczywiście, bo przez ostatnie pięć dni naoglądałem się wschodów słońca za wszystkie czasy. No może nie aż tak, ale dużo. Przejechałem grubo ponad 300 kilometrów rowerem za tymi moimi wschodami. Teraz pora na chwilkę odpoczynku i wkrótce mam nadzieję, znów ruszam.

Oniemiał

To było zrządzenie losu, że obudziłem się o 2:30. Wcześniej niż planowałem, wyruszyłem rowerem. I właśnie w tym magicznym momencie znalazłem się na tej magicznej polanie. Dokładnie w momencie, kiedy słońce wylazło znad odległych chmur i rozświetliło ścielącą się nisko mgłę.

Oczywiście oniemiałem, mimo że takie widoki to dla mnie nie pierwszyzna. Za każdym razem oniemiewam 😉

Żeby nie uronić

Kiedy ranne wstają zorze, Witek dawno siedzi na rowerze. Jestem uzależniony od tych porannych widoków, mgieł, światła i wszechobecnej ciszy. Wyjeżdżam jeszcze po ciemku, aby nie uronić ani sekundy najpierw niebieskiej, potem złotej godziny.

Na dziś kilka kapliczek, które napotkałem po drodze.

Miejsce z widokiem

Wschód jest już po piątej. Nie jest tak źle w porównaniu do czerwca i lipca. Jak się pójdzie spać koło dziewiątej, to do wpół do czwartej można się wyspać. Bo o czwartej to już trzeba być w drodze. Żeby mieć tę godzinkę na dotarcie w jakieś godne uwagi miejsce. Najlepiej położone na wzniesieniu. By mieć dobry widok na poranne niebo.

Dopiero się zaczyna

No szkoda, że nie trafiłem tam całkiem rano, kiedy światło było mniej ostre. Mimo wszystko miło było znaleźć się na tym cudownym wrzosowisku i zrobić te kilka pamiątkowych zdjęć. Pewnie jeszcze nie raz będę je fotografował, bo sezon na wrzosy przecież dopiero się zaczyna.

Wiatrak w Różance

Jedno z miejsc, gdzie lubię zajechać, gdy tylko jestem w okolicy. Co prawda trzeba się specjalnie wspiąć na niemałą górkę, ale tam są same górki, więc kolejna nie robi różnicy. W miniony weekend znalazłem się tam niedługo po wschodzie słońca i o dziwo nie byłem tam pierwszy!

Widoki były naprawdę fascynujące. Mgły w oddali robiły spore wrażenie, więc postanowiłem wspiąć się jeszcze dla kilku fotek na wieżę stojącą opodal.