Zatrzymałem się na skraju bukowego zagajnika. Poranek był mglisty i mroźny. Zafascynowały mnie te wszechogarniające rudości opadniętych liści i… kontrastująca zieleń paprotek.



Zatrzymałem się na skraju bukowego zagajnika. Poranek był mglisty i mroźny. Zafascynowały mnie te wszechogarniające rudości opadniętych liści i… kontrastująca zieleń paprotek.



Kiedy ja ostatnio widziałem słońce? W niedzielę wieczorem. Podczas kiedy kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów w kierunku południowym, cały ubiegły weekend świeciło słońce, u nas wyszło tylko na jakieś dwie godziny. Ale o odpowiedniej porze. I od razu z przytupem.




Mgła i przymrozek. Po takiej nocy nie może być inaczej. Muszą być takie piękne szadziowe widoki. Nie inaczej było w poniedziałkowy poranek. Szczęście, że akurat w dzień wolny od pracy. Można było poranek spędzić w tych cudnych okolicznościach przyrody.



To było tak niedawno, niespełna dwa tygodnie temu. Później kilka razy był przymrozek, powiał mocniej wiatr i po kolorowych zdjęciach zostało tylko wspomnienie.
Listopad nie od parady nazywa się listo-padem…




Zjawisko optyczne green flash (zielony błysk). Na czym polega? Występuje w atmosferze podczas zachodu oraz wschodu Słońca. Tuż powyżej zachodzącego lub wschodzącego Słońca widoczny jest niewielki, zazwyczaj zielony obszar na nieboskłonie. W skrócie przyczyną jego powstania jest załamanie światła w powietrzu o różnej gęstości.
Sprzyjające powstaniu tego zjawiska warunki były wczoraj wieczorem, a mnie udało się złapać ten trwający kilka sekund moment.

Od piątku pogoda diametralnie się zmieniła. Nieustannie nad okolicą wisi ponura chmura stratus. Niebo białe, mgła, ziąb i wilgoć. Jednak ja w domu nie usiedzę, więc spróbowałem znaleźć choćby odrobinę koloru i wysupłać te kilka kadrów w specyficznym świetle.



Pogoda kiepska, ale nie zawsze tak było, bo tydzień temu cieszyliśmy się słońcem, a ja oczywiście spędziłem część dnia na dwóch kółkach. Między innymi zaglądnąłem do akacji, bo dawno tam nie byłem. Nic się nie zmieniło. Mają się dobrze i wciąż świetnie się prezentują.



Czasami lubię przejechać się asfaltem dla samej jazdy, innym razem zapuścić się gdzieś dalej od domu. Jeszcze kiedy indziej mam chęć przemierzyć te nawet ledwo przejezdne polne drogi w mojej niedalekiej okolicy. Dotrzeć tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Odkryć nowe miejsca, spojrzeć na te znane z innej perspektywy.
I tak ostatnio odkryłem tę chatkę w szczerym polu, otoczoną z trzech stron górkami. Nawet nie wiem, jak by tam można było do niej dojechać.
Udało mi się też przypadkowo trafić na nowe miejsce, skąd widać moje akacje. Z bardzo daleka, ale z jakże malowniczej perspektywy.
I kolejne zdjęcie — najwyższy budynek w pobliskim mieście, którego co prawda widać z najprzeróżniejszych miejsc, ale odkrywanie ich zawsze sprawia mi frajdę.



Pofalowane jesienne pola. Rześki i słoneczny poranek. Miękkie światło. Lubię przejechać się odcinkiem polnej drogi, skąd rozpościera się widok na te pofalowane paczłorki pól. I to o każdej porze roku.




Tak wyglądał jeden z ostatnich poranków. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury, a mnie spodobał się ten mroczny klimat.
